Poznański Układ Zamknięty

„[…] Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany. […] K. żył przecież w państwie praworządnym, wszędzie panował pokój, wszystkie prawa były przestrzegane, kto śmiał go we własnym mieszkaniu napadać? […] I lepiej nie robić tyle hałasu z tą pańską niewinnością, bo to psuje niezłe wrażenie, jakie pan na ogół sprawia. […]”

„Proces”, Franz Kafka

ikona układ

System wymiaru sprawiedliwości nie posiada realnych mechanizmów zewnętrznej kontroli.

ikona układ

Prokurator, biegły i sędzia funkcjonują w zamkniętym obiegu wzajemnej bezkarności.

ikona układ

Ofiara przestępstwa staje się oskarżonym, a sprawca uzyskuje ochronę systemu.

ikona układ

Dokumentacja konkretnej sprawy jako świadectwo działania tego mechanizmu.

Waldemar Sokołowski. fot. W. Robakowski
Fot. W. Robakowski

Imię i nazwisko: Waldemar Sokołowski
Wiek: 56 lat
Miasto: Poznań
Status prawny: osoba niekarana
Rodzina: ojciec czterech synów
Zawód: menadżer, przedsiębiorca

O mnie

Upublicznienie niniejszej sprawy jest dla mnie trudną decyzją, z którą zmagałem się od miesięcy. Podjąłem ją po wielu nieprzespanych nocach. Mimo to wciąż mam wątpliwości czy była słuszna. Nadal myślę o tym czy i ewentualnie jak wpłynie ona na życie moich dzieci i blisko 90-letnich rodziców. Ostatecznie to jednak z uwagi na swoje dzieci, którym przyjdzie żyć w tym kraju, postanowiłem dłużej nie milczeć, bo „świat cierpi nie z powodu przemocy złych ludzi, ale z powodu milczenia dobrych ludzi”.  Nie jest mi łatwo opisać to co mnie spotkało rezygnując z drwin i dosadnych słów, które same cisną się na usta, ale podejmę się tego trudu, aby nie ułatwiać opisywanym tu osobom robienia ze mnie wariata. Zamiast tego przedstawię fakty i dokumenty. Z góry proszę o wyrozumiałość gdybym jednak trochę sobie pofolgował, bo czasami naprawdę mam wrażenia, iż ktoś wstawił mnie do kiepskiego reality show.

Życzyłbym sobie, aby opisywany przeze mnie przypadek stał się co najmniej drobnym argumentem w poważnej debacie nad funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości i instytucją biegłego sądowego, prowadząc w konsekwencji do głębokich reform tego systemu. Co do tego, że winne osoby (prokurator, biegły, sędziowie) nie poniosą jakiejkolwiek odpowiedzialności, złudzeń nie mam żadnych. Do końca pozostaną niezawiśli od faktów, nauki, prawa i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Tyle ile zrobić mogę, to pokazać sprawy jakimi były. Może się trochę zawstydzą. Może następnym razem zachowają się przyzwoicie. Może dzięki temu nie skrzywdzą kolejnej osoby. „Może” to stanowczo za mało. Niestety nie ma w tym środowisko woli i siły do eliminowania osób, których w nim być nie powinno. „Może” musi więc nam wszystkim wystarczyć.

Biorę pełną odpowiedzialność za każde napisane tu słowo. Nie zastrzegam sobie żadnych praw autorskich. Kopiujcie, udostępniajcie póki możecie. Nie wiem ile czasu pozwolą mi cieszyć się wolnością słowa. Z zabraniem mi konstytucyjnych praw do ochrony nietykalności osobistej i domniemania niewinności poradzili sobie szybko…

Dlaczego powstała ta strona

Odpowiedź jest banalnie prosta: system wymiaru sprawiedliwości obarczony jest grzechem pierworodnym, który czyni go niezdolnym do poprawy. Każda władza: ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza ulegają demoralizacji jeśli pozostawi się je bez jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli. Władzę ustawodawczą i wykonawczą kontroluje władza sądownicza. Ta ostatnia, choć jedyna nie pochodząca z wyboru, ma się kontrolować sama. To początek i koniec problemu jednocześnie.

W średniowieczu skutecznie ludzi przekonywano, że władza pochodzi od Boga. W XXI wieku nadal próbuje się wmawiać społeczeństwu, że jakaś grupa ludzi, ta trzymająca w rękach władzę sądowniczą, ma jakieś szczególne przymioty, które nie pozwalają pociągać jej do odpowiedzialności za naruszanie prawa. Tak jakby w rzeczywistości sędziowie nie różnili się od reszty społeczeństwa jedynie tym, jaki zawód postanowili wykonywać.

Na tej stronie postaram się Wam pokazać na swoim przykładzie jak działa ten system.

Przedstawiam Wam tutaj krok po kroku jak rusza do walki przeciwko ofierze napaści stając po stronie sprawcy. Pokażę Wam jak nieuczciwy prokurator do spółki z nieuczciwym biegłym sądowym należącym do kręgu towarzyskiego napastnika wystawiają ofierze napaści „wilczy bilet” w postaci spreparowanego aktu oskarżenia domagając się dla ofiary napaści 5-ciu lat więzienia  (w skrócie: dać mi nauczkę). Zobaczycie jak w sprawie z mojego zawiadomienia o napaści, sędziowie kolejnych sądów, od rejonowego przez okręgowy, aż po Najwyższy (oczywiście niepoprawnie obsadzony) nie potrafią zastosować najprostszej zasady prawa karnego jaką jest zasada domniemania niewinności; jak, nie będąc powołanymi do rozstrzygnięcia o winie oskarżonego przez prokurator człowieka, odmawiają mu w innej sprawie karnej konstytucyjnego prawa do ochrony nietykalności osobistej, bezwstydnie i wprost powołując się na tenże „wilczy bilet”; jak swoimi kolejnymi kłamliwymi werdyktami przykrywają prawdę i autoryzują oszustwo prokurator czyniąc dojście do prawdy coraz trudniejszym, a z czasem wręcz niemożliwym.

Zobaczycie również jak zachowuje się ten system w sytuacji gdy w końcu, dzięki jednemu uczciwemu sędziemu, jakimś cudem zauważa swój błąd. Jak szybko wówczas przestawia się z trybu „karaj bandziora” w tryb „chronimy swoich”. Jak odpowiedzialności karnej za niszczenie ludzkiego życia unikają prokurator, biegły no i oczywiście sędziowie. Jak cudownie niezawisłość, której nikt im nie ograniczał, przemienia się w bezkarność. Jak niewiele znaczy dla nich krzywda człowieka, niesprawiedliwe wyroki. Zdeptana ludzka godność to dla nich nic nie znaczący koszt trwania tego hermetycznego układu, którego są prominentami.

Obrazu tego systemu dopełnia Rzecznik Praw Obywatelskich, którego będę tutaj nazywać Śpiącym Rzecznikiem oraz nieuczciwi i równie bezkarni jak reszta towarzystwa, adwokaci formułujący fałszywe oskarżenia. W skrócie, wmawiana nam elita społeczeństwa.

Ta sprawa nie jest makabryczna. Być może uznacie ją za banalną. Nikt nie zginął. Nikt nie siedział. Część z Was może uzna, że sprawiedliwość w końcu zwyciężyła. Sęk w tym, że po tej sprawie, tak samo jak po każdej innej, ten system wrócił do „normalnego” funkcjonowania.

Absurdalne i łamiące prawo wyroki sądów uprawomocniły się i zostały zaliczone sędziom w statystykach jako słuszne. O słowie przepraszam człowiek nie może nawet pomarzyć. Ten system nie przeprasza. To poniżej jego godności.

Nie mają na to procedury ani podstawy prawnej więc ludzie niegodni piastowania urzędów nadal chodzą w glorii obrońców i strażników prawa. Nie ma siły, która zmusiłaby ich do uczciwego i rzetelnego rozliczenia się z tego co robią. Nadal będziemy karmieni bzdurami, że bezkarność takich osób konieczna jest dla sprawnego funkcjonowania uczciwego wymiaru sprawiedliwości.

Fot. Google Maps. Sąd Najwyższy w Warszawie.

Tymczasem, jeśli godzimy się na małe niegodziwości, to kończymy z całkowicie zepsutym systemem. Sędzia kryje prokuratora. Prokurator kryje biegłego. Potem wdzięczny biegły pisze co i jak potrzebują.

Wianuszek wdzięczności i wzajemnych haków pleciony jest w nieskończoność. Nie ma chętnego by go przeciąć. Nikomu to się nie opłaca. Słuszny interes nas wszystkich jakim jest sprawna i silna  władza sądownicza zawsze musi ustąpić wsobnemu postrzeganiu dobra wymiaru sprawiedliwości rozumianemu jako komfort i bezkarność jego pracowników. Tak to działa od lat. Dlatego dzisiaj nadal jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy wczoraj. Żadna zorganizowana grupa ludzi nie może się rozwijać jeśli nie wyciąga wniosków ze swoich dokonań oraz konsekwencji wobec swoich członków.

Andrzej G., dentysta z Poznania, przed willą na Sołaczu we wrześniu 2022 roku. Prokuratura zarzuca mu składanie fałszywych zeznań i posłużenie się fałszywą dokumentacją medyczną (Kadr z nagrania Waldemara Sokołowskiego).
Andrzej G., dentysta z Poznania, przed willą we wrześniu 2022 roku. Po latach prokuratura zarzuca mu składanie fałszywych zeznań i posłużenie się fałszywą dokumentacją medyczną. Fot. Gazeta Wyborcza

Do stworzenia tej strony ostatecznie przekonał mnie jeden z uzurpatorów, którego spotkałem w Sądzie Najwyższym. Raczył był on powiedzieć, że jego zdanie jest ostatnim w niniejszej sprawie. Wynikało z niego, że wolno na mnie napadać i zabierać mi telefon, bo prokurator ściga mnie za pobicie lekarza. Czy można bardziej zadrwić z prawa, z zasady domnienania niewinności, z prawa każdego obywatela do ochrony przed przemocą, a w konsekwencji z sądu i etosu zawodu sędziego niż on to zrobił? Wówczas postanowiłem, że dla mojego zdrowia psychicznego i dla dobra nas wszystkich, jego zdanie nie będzie ostatnim. Ostatnie słowo będzie słowem prawdy.

Nie jestem anarchistą. Nie jest moim celem generalizowanie na temat jakiejkolwiek grupy zawodowej, w szczególności sędziów czy lekarzy. Opisuję tu konkretne osoby i za te swoje słowa i oceny biorę pełną odpowiedzialność. Nie mam jednocześnie złudzeń, że opisywana sprawa i jej bohaterowie to niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Ze swojej strony dla dobra wymiaru sprawiedliwości zrobiłem wszystko co możliwe. Zanim popełniłem tą stronę wykorzystałem każdą przewidzianą prawem możliwość dania wymiarowi sprawiedliwości szansy naprawienia swojego błędu, włączając w to wszystkie instancje i nadzwyczajne środki zaskarżenia z kasacją i Europejskim Trybunałem Praw Człowieka na końcu. Zwróciłem się po pomoc także do Śpiącego Rzecznika. Wszędzie najważniejszy okazał się być „wilczy bilet”.

Krok po kroku

Zanim przedstawię szczegółowy harmonogram zdarzeń, który doprowadził do uniewinnienia sprawcy napaści i posadzenia na ławie oskarżonych ofiary, chciałbym zacząć od dygresji.

W przypadku informatyki jest to algebra Boole’a stanowiąca zbiór czterech prostych reguł liczenia do dwóch w systemie binarnym (0,1), a w przypadku procedury karnej jest to zasada domniemania niewinności. Tutaj niestety kończy się podobieństwo obu światów. O ile nie sposób znaleźć choćby jednego informatyka nie potrafiącego zliczyć do dwóch, o tyle wymiar sprawiedliwości roi się od prokuratorów i sędziów, którzy nie rozumieją znaczenia zasady domniemania niewinności. Zapewne dlatego polska informatyka rozkwita, podczas gdy polski wymiar sprawiedliwości pozostaje wstydliwym miejscem na mapie Europy. Tranzystor zawsze da ten sam wynik operacji binarnej. Za to przed prokuratorem i w polskich sądach nigdy nie wiesz czego możesz się spodziewać. Prawo mówi, że państwo gwarantuje każdemu nietykalność osobistą. Sąd, że wolno bezkarnie na Ciebie napadać.

Logika, prawa fizyki i doświadczenie życiowe to kolejne zdawałoby się wspólne filary informatyki i wymiaru sprawiedliwości, które podpowiadają, że skutek następuje zawsze po przyczynie. Rzeczywiście, tak działa każdy komputer, który bardzo szybko, czasami w sposób zrównoleglony, ale zawsze w sposób sekwencyjny wykonuje jedną operację po drugiej, a jej wynik na wyjściu przekazuje jako daną wejściową kolejnej operacji. W sądach (także w Sądzie Najwyższym – dzisiaj już to wiem) świat nie jest już taki prosty. Tutaj nawet fizyka kwantowa nie dałaby rady. Tutaj funkcjonuje rzeczywistość równoległa, w której skutek może, jeśli tak chce sędzia, powodować przyczynę.

Wszystkie sądy po kolei uznały, że stomatolog miał prawo na mnie napaść i zabrać mi telefon ponieważ po tym jak odzyskałem telefon, nagrałem jego dalsze prowokacyjne zachowanie pomimo, że ten sobie tego nie życzył.

I nic to, że to nagranie było kluczowym dowodem dobrego stanu zdrowia napastnika po mojej samoobronie, a co za tym idzie mojej niewinności jako osoby oskarżonej przez prokurator o ciężkie jego pobicie. Skoro sobie nie życzył, abym nagrywał go po napaści na mnie, to zdaniem sądów miał prawo mnie wcześniej napaść, aby chronić swój wizerunek.

Tak, tak. W Polsce ofierze napaści nie wolno nagrywać napastnika. Oczywiście żartuję. W rzeczywistości czasami wolno, a czasami nie wolno. Kiedy wolno, a kiedy nie wolno dowiecie się jak staniecie przed sądem. Tym razem mi nie było wolno. Pech. Podobno najzdolniejsi z nich potrafią jednym pociągnięciem pióra wyłączyć grawitację, zawrócić bieg rzeki, a nawet zwiększyć wynik dodawania 2+2 o 1. W tym przypadku tylko zawrócili czas. W moim świecie nazywa się takie osoby nieukami. W ich – niezawisłymi.

Prawo sądów do sądzenia podsądnych jest tylko tak mocne jak prawo podsądnych do domniemania ich niewinności. Jedno i drugie wywodzi się z Konstytucji RP (odpowiednio rozdział VIII i art. 42 pkt 3).  Na to jako społeczeństwo się umówiliśmy. Jeśli sądy naruszają zasadę domniemania niewinności, to przestają być sądami, a ich wyroki przestają być cokolwiek warte, choć niestety nadal mogą niszczyć ludziom życie. Szacunek równych stron zawsze jest oparty o zasadę wzajemności. Jeśli jedna strona nie szanuje drugiej, to sama nie może oczekiwać szacunku dla siebie. Ludzie mogą zakładać na siebie togi, ale to samo w sobie nie czyni z nich sędziów. Tak przebrani i uzbrojeni w państwowy aparat przymusu mogą nawet wsadzać ludzi do więzień, ale to nie czyni ze skazanych przestępców. Wręcz przeciwnie. To ich samych stawia po stronie zła. Aż nadto jest przykładów, które tego dowodzą. Szanuję i głęboko wierzę wyłącznie we władzę zbudowaną na rzeczywistym autorytecie osób ją sprawujących, autorytecie wywodzącym się z wiedzy, doświadczenia i uczciwości; władzę działającą na podstawie i w granicach prawa.

Tak to się zaczęło

Przełom lata i jesieni 2022. Jestem współwłaścicielem willi miejskiej w Poznaniu. Budynek ma formalnie status domu wielorodzinnego. Znajdują się w nim 3 mieszkania, dla których założone są trzy księgi wieczyste. Zatem z mocy prawa na nieruchomości funkcjonuje tzw. mała wspólnota mieszkaniowa. Dwa z lokali są moją własnością, trzecie – położone między moimi lokalami – należy do stomatologa. Stomatolog rozpoczyna w swoim mieszkaniu nielegalną przebudowę w wyniku, której niszczy izolację przeciwpożarową i akustyczną stropów i przenosi swoją łazienkę nad sypialnię mieszkania znajdującego się pod jego lokalem. Stomatolog nie posiada wymaganej prawem zgody wspólnoty mieszkaniowej ani tym bardziej pozwolenia na budowę. Nie dokonuje nawet minimum formalności jakim byłoby zgłoszenie zamiaru prowadzenia prac. Zgłaszam sprzeciw, protestuję. Jestem ignorowany. Zawiadamiam nadzór budowlany. Odbywa się kontrola. Czekam na jej wynik, który przyjdzie dopiero po jakimś czasie i potwierdzi zgłoszone przeze mnie nieprawidłowości. Tymczasem trwają prace remontowo-budowlane. Kilkukrotnie zwracam uwagę, że wykonawcy zatrudnieni przez stomatologa parkują na moich miejscach parkingowych. Za którymś razem informuję sms-em stomatologa, że przy kolejnym źle zaparkowanym samochodzie, zawiadomię Straż Miejską.

W końcu nadchodzi dzień 1 września 2022. Data zobowiązuje.

Wybucha wojna. Przyjeżdżam na nieruchomość. Wjazd do mojego garażu jest zastawiony. Nie mam prądu w swoich lokalach. W lokalu stomatologa trwają jakieś prace. Zastawiam auto zaparkowane na moim podjeździe swoim samochodem i wzywam Straż Miejską. Informuję o tym sms-em stomatologa, który po chwili przyjeżdża na miejsce. Każe mi przestawić auto. Odmawiam. Zachęca, jak się okazuje zatrudnionego przeze siebie elektryka, do odjechania swoim autem. Zaczynam nagrywać planowany manewr w obawie przed uszkodzeniem mojego samochodu. W tym momencie stomatolog na mnie napada, wyrywa mi telefon uderzając mnie przy tym w głowę.

(Nie dajcie się zwieść oczom i uszom! Nagranie przedstawia stomatologa chroniącego swój wizerunek przed nachalnym i agresywnym nagrywaniem przeze mnie z bliskiej odległości jego twarzy pomimo, iż ten prosi abym przestał go nagrywać. Tyle przynajmniej dostrzegli i usłyszeli na nim Daria Kamińska-Grzelak, Sławiomir Olejnik, Paweł Kołodziejski, Stanisław Stankiewicz i Dariusz Kala.)

Żądam zwrotu telefonu. Stomatolog odmawia. Zaczyna w nim grzebać. Staram się więc sam go odebrać. Wywiązuje się szarpanina, do której po stronie stomatologa dołącza elektryk. Stomatolog w końcu odrzuca mój telefon na trawnik. Podnoszę go z ziemi. Sprawdzam czy nie jest uszkodzony, czy nie usunięto nagrania. Stomatolog podchodzi do mnie zachowując się agresywnie i prowokująco. Postanawiam nagrać jego zachowanie.

(Tutaj znowu niespodzianka! Nagranie przedstawia elektryka pomagającego ciężko pobitemu stomatologowi pozbierać się z ziemi. Wyraźnie na nim widać ubrudzoną ziemią i rozdartą wzdłuż szwu na ramieniu odzież stomatologa, jego cała zasiniaczona ręka wygląda jakby była złamana, oko jest podbite, staw skokowy skręcony, a bark zwichnięty. Ziemia na trawniku jest rozryta, gdyż stomatolog był po niej przeze mnie ciągnięty. Wszystko to działo się bardzo szybko, bo powyższe nagranie powstało 64 sekundy po zarejestrowanej napaści na mnie. Przepraszam! Po samoobronie stomatologa chroniącego swój wizerunek, oczywiście. Uprzedzam, że jakakolwiek inna ocena stanowi nieuzasadnioną polemikę ze stanowiskiem wyżej wymienionej piątki pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości).

Po jakimś czasie przyjeżdża wezwana przez stomatologa policja. Pokazuję policjanotom nagranie napaści na mnie. Robią notatkę i odchodzą. Jak się później okaże, odnotowują sprzeczkę o miejsce parkingowe, napaść na mnie oraz brak konieczności udzielenia komukolwiek pomocy medycznej. Dzisiaj swojej interwencji nie potrafią sobie już nawet przypomnieć. Po chwili przyjeżdża Straż Miejska. Stomatologa już nie ma na miejscu zdarzenia. Elektryk dostaje mandat za złe parkowanie. Wówczas ja również odjeżdżam.

Ponownie spotykam stomatologa pod domem
2 września 2022, godz. 9:00

Czekam na elektryka, który usunie w moim mieszkaniu awarię spowodowaną przez ekipę budowlaną stomatologa. Siedzę w aucie zaparkowanym przed domem. Przyjeżdża stomatolog. Podchodzi, staje przed moim autem i uśmiechnięty wykonuje mi zdjęcia. Nie reaguję. Wpuszcza ekipę remontową do domu i odjeżdża.

Propozycja spotkania
11 października 2022

Wychodzę z propozycją spotkania, którego celem ma być poszukiwanie wyjścia z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Za pośrednictwem prawników ustalamy termin na 2 listopada 2022. Stomatolog nie przychodzi na spotkanie.

Zlecam przygotowanie prywatnego aktu oskarżenia
14 listopada 2022

Nie doczekawszy się przeprosin, ani żadnej próby polubownego zakończenia sprawy napaści na mnie, zlecam kancelarii prawnej przygotowanie prywatnego aktu oskarżenia o naruszenie nietykalności osobistej.

Dostaję wezwanie na policję w charakterze podejrzanego o ciężkie pobicie stomatologa (art. 157 § 1 k.k.)
23 listopada 2022

Odbieram na poczcie korespondencję, która wprawia mnie w konsternację. Robi się ciekawie…

Przesłuchuje mnie Policja
6 grudnia 2022

Na komisariacie policji oglądam zdjęcia fragmentów zmaltretowanego ludzkiego ciała pokrytego licznymi siniakami oraz opinię biegłego z zakładu medycyny sądowej. Nie przyznaję się do bycia sprawcą tych obrażeń oraz odmawiam składania wyjaśnień. Uprzedzając fakty: dzisiaj już tych zdjęć w aktach sprawy nie ma, a prokurator twierdzi, że nigdy ich nie było. Jeden jedyny raz w życiu byłem na takim spotkaniu. Wierzcie mi, że nie zapomina się tej chwili, gdy policjant pokazuje tobie takie zdjęcia twierdząc, że to twoja sprawka. Wzrok mimo woli ucieka, do głowy napływa niechciane poczucie obrzydzenia i wstydu za to czego nie zrobiłeś, a Ty nie potrafisz nic powiedzieć. Takie zdjęcia mają dla prokuratora dobrą i złą stronę. Dobra jest taka, że można przy ich pomocy „właściwie” ukierunkować emocje uczestników postępowania przeciwko domniemanemu sprawcy. Zła jest taka, że w powszechnym dziś cyfrowym oryginale pozwalają ustalić czas i miejsce ich wykonania. Mogą również być przedmiotem badań antropofizycznych, co czyni je nieprzydatnymi do wrabiania niewinnej osoby. Dlatego nieuczciwemu prokuratorowi najlepiej się sprawdzają, gdy najpierw są, a potem już ich nie ma.

Fot. Google Maps. Komisariat Policji Poznań-Jeżyce na ul. Kochanowskiego 16.

Składam wniosek o zgodę na wgląd w akta sprawy
9 grudnia 2022

Oskarżenie jest tak absurdalne, że nie widzę konieczności korzystania z pomocy prawnej. Wiedząc, że na miejscu była policja, Straż Miejska oraz mając nagrany moment napaści na mnie oraz nagraną rzekomą ofiarę mojego rzekomego pobicia po zdarzeniu, jestem pewien, że sprawa szybko zakończy się umorzeniem, a w dalszej kolejności prokurator oskarży stomatologa o złożenie fałszywego zawiadomienia.

Ponowne wezwanie do komisariatu
11 stycznia 2023

Otrzymuję wezwanie na 26 stycznia 2023 do komisariatu policji na końcowe zaznajomienie się z aktami sprawy.

Mój prywatny akt oskarżenia
23 stycznia 203

Wynajęta przeze mnie kancelaria prawna kończy przygotowywać prywatny akt oskarżenia. Zależy mi na jego skierowaniu do sądu przed zapoznaniem się z aktami sprawy dlatego przypominam się z tym także 24 i 25 stycznia. Niestety, kancelaria okazuje się bardzo nieprofesjonalna, co wkrótce odczuję jeszcze mocniej. Prywatny akt oskarżenia zostanie złożony dopiero w dniu 1 lutego 2023.

Składam zawiadomienie o fałszywym oskarżeniu
26 stycznia 2023

Stawiam się na policji i składam zawiadomienia o fałszywym oskarżeniu wraz z obszernymi pisemnymi wyjaśnieniami popartymi 20 wnioskami dowodowymi, w tym m.in. o zabezpieczenie nagrań z konkretnie wskazanych kamer monitoringu miejskiego. Informuję prokurator, że stomatolog wcześniej kierował już wobec mnie oskarżenia o czyny karalne: stalking oraz włamanie do jego mieszkania. Po raz pierwszy posunął się jednak do zawiadomienia organów ścigania. Zapoznaję się również z aktami sprawy. Dowiaduję się, że jest dwóch świadków: stomatolog, który mnie napadł oraz ukarany na mój wniosek mandatem karnym elektryk, który zresztą również uczestniczył w napaści na mnie utrudniając mi odzyskanie telefonu. Pierwszy (stomatolog) zeznaje, że napadłem go, gdy stał z moim telefonem w ręce, po czym mi go oddał. Drugi (elektryk) twierdzi, że powaliłem nieposiadającego mojego telefonu stomatologa na ziemię, po czym biłem go i ciągnąłem po tejże ziemi. Zebrany materiał dowodowy utwierdza mnie w przekonaniu, że nie potrzebuję wsparcia prawnego, bo to wszystko szyte jest zbyt grubymi nićmi. Oglądam też protokół z obdukcji i historię choroby (jej pierwszą wersję, bo później pojawi się kolejna, z inną godziną wizyty, ale za to potwierdzona przez ortopedę za zgodną z oryginałem). Chłopcy bawią się na całego. Postanawiam spokojnie czekać aż prokurator zbierze dodatkowy wnioskowany przeze mnie materiał dowodowy. Głupich nie sieją, sami się rodzą…

Fot.Google Maps. Zakład Medycyny Sądowej w Poznaniu.

Składam wniosek o przesłuchanie świadków w mojej obecności
27 stycznia 2023

Nazajutrz po zapoznaniu się z aktami sprawy, składam kolejny wniosek dowodowy: o przesłuchanie obu świadków w mojej obecności, aby wykazać, że ewidentnie kłamią. Jednocześnie przekazuję prokuratorowi swój komentarz odnośnie znajdujących się w aktach sprawy dotychczasowych zeznań obu świadków. Wskazuję na ich ewidentną sprzeczność z pozostałym materiałem dowodowym, w tym z nagraniem momentu napaści na mnie oraz na ich wzajemne wykluczanie się.

Kolejne wezwanie do stawienia się na komisariacie
15 lutego 2023

Odbieram kolejne wezwanie do stawienia się w komisariacie Policji na ul. Kochanowskiego w Poznaniu.

Przesłuchanie świadków
1 marca 2023

Stawiam się na policji w wyznaczonym terminie i dowiaduję się, że mój wniosek o przesłuchanie świadków z moim udziałem został uwzględniony oraz że odbędzie się ono dzisiaj. Stawia się również stomatolog i elektryk. Przesłuchiwani przeze mnie świadkowie zmieniają swoje wcześniejsze zeznania. Stomatolog zeznaje, że już nie pamięta czy stał czy leżał. Elektryk zeznaje, że nigdy nie zeznał, że stomatolog leżał na ziemi. Do swoich zeznań dodaje jednak, że szarpałem stomatologa tak mocno, że rozdarłem jego ubranie. Dopytywani przez mnie o inne, mniej znaczące i trudne do wcześniejszego uzgodnienia fakty, obaj świadkowie zeznają całkowicie odmiennie. Na moje pytanie czy podczas zdarzenia przeklinałem, stomatolog zeznaje, że byłem bardzo wulgarny, ale konkretnych przekleństw nie pamięta; elektryk zeznaje, że nie przeklinałem i nie byłem wulgarny.

Za zabawne uważam, że elektryk zeznaje, iż po rzekomo dokonanej przeze mnie napaści na stomatologa już ich nie nagrywałem. To błędne przekonanie zachęca go do szczegółowego relacjonowania sposobu udzielania przez niego pierwszej pomocy stomatologowi…

Składam wniosek o umorzenie postępowania
3 marca 2023

Wiedząc, że w porządku prawnym Rzeczypospolitej Polskiej prokuratorowi nie wolno kierować do sądu aktu oskarżenia w sytuacji, w której miałby chociaż najmniejszy cień wątpliwości odnośnie winy podejrzanego, składam wniosek o umorzenie postępowania. Do wniosku dołączam jeszcze w dużym powiększeniu zdjęcia odzieży stomatologa z przodu i z tyłu wykonane po odzyskaniu telefonu, wskazując że nie są zabrudzone ani rozdarte we wskazywanym przez elektryka miejscu oraz przypadkowo wykonane podczas szamotaniny zdjęcie dowodzące, że podczas mojej interwencji telefon znajdował się w rękach stomatologa, a nie na ziemi (jak twierdzi elektryk). We wniosku podkreślam zmieniane pod wpływem zebranego materiału dowodowego, wewnętrznie i wzajemnie sprzeczne zeznania świadków. Wskazuję również na korespondujące z niniejszą sprawą statystyki pokazujące, że najczęstszymi przyczynami składania fałszywych oskarżeń jest chęć uniknięcia własnej odpowiedzialności (stomatolog, który na mnie napadł) oraz zemsta (elektryk, który na mój wniosek został ukarany mandatem karnym). Całkowicie bagatelizuję znaczenie opinii biegłego, bo wiem, że nie może być prawdziwa. Wprawdzie nie wiem jak i dlaczego powstała, ale wiem, że nikogo nie pobiłem, a ponadto posiadam nagranie, na którym widać w jakim rzekoma ofiara jest nastroju i kondycji po odzyskaniu przeze mnie telefonu. Naiwnie zakładam, że opinia to przecież, jak sama nazwa wskazuje, tylko opinia więc w konfrontacji z przeczącymi jej dowodami materialnymi musi upaść. Nagranie nie tylko pokazuje, że stomatolog nie został przeze mnie pobity, ale dowodzi również fałszu zeznań stomatologa i elektryka odnośnie tego co działo się po zdarzeniu. Z zeznań elektryka wprost wynika, że zapomnieli o tym, że nagrałem ich zachowanie po odzyskaniu telefonu. Dlatego na wszelki wypadek postanawiam go nie ujawniać przed prokuratorem. Traktuję to nagranie jako swoistego asa w rękawie.

Fot. Google Maps. Prokuratura Rejonowa Poznań-Grunwald.

„Wilczy bilet”
7 marca 2023

Odbieram akt oskarżenia, który okaże się być „wilczym biletem”. Od tego dnia wszystko się zmieni. Nie jestem już wiarygodnym i godnym szacunku obywatelem. Stałem się Tym, Który Pobił Lekarza. Jestem w szoku. Nie mogę w to uwierzyć. Zbieram się w sobie i czytam. Nie zgadzają się moje dane osobowe. Niestaranność. Dane rzekomej ofiary to po prostu „Andrzej”. Bez nazwiska. Jestem rozgoryczony więc myślę sobie, że prokurator i rzekoma ofiara to pewnie znajomi. Jedno wiem już na pewno. Potrzebuję adwokata. Wiem również, że nie może to być ta sama kancelaria, która przygotowywała prywatny akt oskarżenia. Tam poszedłem po pomoc do profesor prawa, z nią podpisałem umowę i jej za pomoc zapłaciłem stawkę godną profesora, a sprawą zajmowały się jakieś kompletnie przypadkowe i niedoświadczone osoby, do tego bez należytego nadzoru merytorycznego. Teraz mam już za dużo do stracenia. Czyn o który się mnie oskarża zagrożony jest karą 5 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Jakikolwiek wyrok skazujący oznacza utratę prawa zasiadania w zarządach spółek więc stanowi zagrożenie egzystencjalne dla całej znajdującej się na moim utrzymaniu rodziny. Uruchamiam wszystkie swoje znajomości. Z polecenia przyjaciela trafiam pod opiekę adwokata Rafała Jaszczyszyna. Jak się wkrótce przekonam, szczęście się w końcu do mnie uśmiechnęło.

Waldemar Sokołowski, wrabiany w uszkodzenie ciała dentysty Andrzeja Glabisza, na korytarzu sądu w Poznaniu. 11 marca 2025 roku. Fot. Gazeta Wyborcza.
Fot. Gazeta Wyborcza. Z obrońcą, adwokatem Rafałem Jaszczyszynem na ławie oskarżonych.

Prokurator coś kombinuje
24 marca 2023

Odbieram datowane na 9 marca 2023 zawiadomienie z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald. Jego treść nie ma żadnego sensu. Z najmłodszym synem właśnie wałkuję po raz kolejny deklinację rzeczowników. Myślę sobie, że autor pisma pewnie nie przeszedł tej bariery. Domyślam się więc raczej niż z niego dowiaduję, że pismo zawiadamia mnie o wyłączeniu z akt sprawy materiału dotyczącego złożonego przeze mnie zawiadomienia o fałszywym oskarżeniu mnie przez stomatologa o przestępstwo. Łączę tą informację z otrzymanym aktem oskarżenia i dochodzę do wniosku, że prokurator wróci pewnie do tej sprawy po zakończeniu sprawy karnej przeciwko mnie. Myślę sobie, że sprawiedliwości stanie się zadość, tylko muszę być cierpliwy. Wówczas nie wiem jeszcze, że prokurator umorzył już to postępowanie 10 marca 2023, dwa tygodnie przed dostarczeniem mi informacji o jego wyłączeniu do odrębnego postępowania, czyli po jednym dniu(!) wnikliwego śledztwa podczas którego bez jakiejkolwiek informacji dla mnie, pozostawi wszystkie moje wnioski dowodowe bez rozpatrzenia. Informację na temat decyzji o umorzeniu prokurator prześle wyłącznie podejrzanemu czego bezwzględnie jej robić nie było wolno! Ja dowiem się o tym przez przypadek dwa lata później, gdy wnioskowane dowody z nagrań monitoringu oraz bilingi przepadną bezpowrotnie po roku czasu. Podsumowując, prokurator przez dwa lata zatajała przede mną umorzenie śledztwa uniemożliwiając mi zaskarżenia tej decyzji przed sądem.

Rusza sprawa z mojego prywatnego aktu oskarżenia
22 maja 2023

Rusza sprawa przeciwko stomatologowi z mojego oskarżenia prywatnego. „Wilczy bilet” rozkwita pełnym blaskiem. Sędzia nie ukrywa niechęci do mnie. Jest zbyt bystra i doświadczona, aby dać się nabrać na moje sztuczki. Już wie, że kierując sprawę przeciw stomatologowi próbuję oddalić od siebie odpowiedzialność za pobicie lekarza. Obrzydliwy ze mnie typ. Nie tylko pobiłem człowieka, ale jeszcze sam próbuję go oskarżyć. Nie mam złudzeń, że sędzia szybciutko wymierzy sprawiedliwość. Zastanawia mnie jedynie jak poradzi sobie z materiałem dowodowym, który jest przecież jednoznaczny: nagranie, na którym zarejestrowano niczym niesprowokowaną napaść na mnie. Dowód jednoznaczny, materialny, obiektywny i już raz oceniony przez interweniujących policjantów, którzy po zapoznaniu się z nim  odnotowali napaść na mnie. Nawet jeśli przyjąć, czego z uwagi na zasadę domniemania niewinności sędzi robić nie było wolno, że potem pobiłem stomatologa, to przecież w innej sprawie sąd to oceni i ewentualnie wymierzy mi karę. Ciągle tli się we mnie nadzieja, że może zdecydują jednak dowody i prawo. Nie doceniam sędzi. To jedna z tych osób, dla której problemem jest osoba, a nie dowody. Jeśli dasz jej osobę, to argumenty się znajdą, zgodne albo niezgodne z dowodami. Jeszcze tego nie wiem, ale właśnie stałem się ofiarą oszustwa sądowego.

Fot.Google Maps. Sąd Rejonowy Poznań Grunwald i Jeżyce.

Prawo atomowe
31 maja 2023

Adwokat Rafał Jaszczyszyn składa w drugiej ze spraw odpowiedź na akt oskarżenia spreparowany przez prokurator. Przekazuję mecenasowi Jaszczyszynowi wydruki z internetu pokazujące niezliczoną ilość wspólnie zroganizowanych i rozegranych przez stomatologa, jego tatę i ortopedę turniejów tenisowych dla lekarzy. Mamy już gotową strategię obrony. Kluczem do sukcesu będzie obalenie niedocenianej przeze mnie opinii biegłego.  O tym, że jest fałszywa wiedziałem od początku. Teraz, dzięki warsztatowi pracy i kunsztowi adwokata Rafała Jaszczyszyna, wiem już także jak to udowodnimy. Uratuje mnie… prawo atomowe. Znowu jestem w szoku. Mam też taką refleksję, że żyję w kraju, w którym podobno nie trzeba udowadniać niewinności. Gdybym w to uwierzył, dzisiaj dzięki nieuczciwej prokurator i biegłemu, pisałbym te słowa zza krat. Taka jest smutna rzeczywistość obywatela postawionego przed obliczem polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Rusza sprawa z oskarżenia publicznego
19 czerwca 2023

Znowu mam szczęście. Sprawę poprowadzi asesor sądowy. Najpierw obawiam się jednak, że to źle, iż sprawa trafia do osoby dopiero stającej u progu kariery zawodowej. Niesłusznie. Sędzia rzeczywiście okazuje się być młodym człowiekiem, któremu jednak jeszcze się chce czytać akta i wyciągać samodzielnie wnioski z dowodów. Szybko orientuje się w sprawie. Widać, że nabiera wątpliwości. Oprócz mnie, zeznania składają stomatolog i elektryk. Nie stawia się wezwana na rozprawę policjantka. Podczas zeznań stomatologa na jaw wychodzi jego bliska znajomość z ortopedą, który wystawił historię choroby, na której z kolei swoją opinię oparł biegły.

Druga rozprawa z oskarżenia prywatnego
31 lipca 2023

Odbywa się druga rozprawa w sprawie z mojego prywatnego aktu oskarżenia. Oskarżony stomatolog odmawia składania zeznań. Ja obszernie odpowiadam na pytania sądu i obrońcy. Uwidacznia się kolejna, obok niechęci do Ludzi Bijących Lekarzy, cecha sędzi. Nie lubi, gdy zeznaję to czego ona nie chce zaprotokołować. Gdy opowiadam o nielegalnej przebudowie mieszkania przez stomatologa, zaczyna na mnie krzyczeć, że mam nie formułować takich oskarżeń. Po rozprawie sprawdzam protokół. Nie tylko nie zaprotokołowała moich zeznań, ale cały protokół sporządzony jest tak niechlujnie, że właściwie nie nadaje się do lektury ze zrozumieniem.

Składam wniosek o sprostowanie protokołu
20 sierpnia 2023

Składam wniosek o sprostowanie protokołu. Sędzia może sobie o moich zeznaniach myśleć co chce. Może im wiarę dawać bądź nie. Może oceniać ich wiarygodność w oparciu o komplementarny materiał dowodowy bądź własne doświadczenie życiowe lub nawet sumienie. Ma jednak obowiązek protokołować to co świadek zeznaje, a nie to co jej pasuje. Jakim cudem ktoś kto tego nie wie jest sędzią?

Trzecia rozprawa z prywatnego aktu oskarżenia
20 września 2023

Zeznania jako świadek składa elektryk. W zasadzie podtrzymuje swoje wcześniejsze zeznania składane w sprawie prowadzonej przez prokurator co do okoliczności i przebiegu zajścia. Zeznaje, że w sposób nachalny i agresywny przez dłuższy czas nagrywałem twarz stomatologa z odległości około pół metra. To miało sprowokować stomatologa do odsunięcia mojej ręki z telefonem, w następstwie czego miałem zaatakować i pobić stomatologa podczas gdy wytrącony mi telefon miał leżeć na ziemi. Na koniec rozprawy sędzia odniosła się jeszcze do złożonego wniosku o sprostowanie protokołu z poprzedniej rozprawy. Drwiąco spytała mnie czy rozprawę też nagrywam. Gdy zaprzeczyłem próbując wskazać na ewidentne błędy w protokole, uciszyła mnie kończąc rozprawę. Oczywistym stało się dla mnie, że pomyślność wyroku w tej sprawie zależy już wyłącznie od skuteczności wywiedzenia apelacji, którą będę musiał złożyć. Sędzia zbyt bardzo nie lubi Ludzi Bijących Lekarzy.

Dzień cudów
28 września 2023

Odbywa się druga rozprawa w sprawie, w której jestem oskarżony. Przesłuchiwani są: biegły i policjantka. Przyciśnięty przez adwokata Rafała Jaszczyszyna biegły wycofuje się ze swojej opinii przyznając, że oparł ją wyłącznie na historii choroby wystawionej przez ortopedę bez jakiejkolwiek weryfikacji dokumentacji medycznej, w tym rzekomo wykonanych zdjęć RTG. Zataja przy tym przed sądem (co dzisiaj już wiem) swoją bliską i zażyłą znajomość z ortopedą, którego jest przyjacielem od czasów ławy szkolnej. Biegły przedstawia nową ustną opinię, która nie daje prokurator podstaw do ścigania mnie z oskarżenia publicznego. Wystawienie fałszywej bądź nierzetelnej opinii jest przestępstwem. Sędzia popełnia kardynalny błąd nie dostrzegając ewidentnego konfliktu interesów w jaki na skutek swojego braku profesjonalizmu popadł biegły. Dalsze oskarżanie mnie, to sposób na uniknięcie odpowiedzialności przez biegłego. W takim przypadku nie może być mowy o bezstronności biegłego. Mimo to sędzia przyjmuje nową ustną opinię biegłego jako dowód w sprawie. Natomiast policjantka zeznaje, że zdarzenia nie pamięta. Poproszona o odczytanie swojego notatnika służbowego podaje, że według oświadczenia uczestników zdarzenia zostałem zaatakowany przez stomatologa. Innymi słowy, świadek prokuratury zeznaje na moją korzyść.

Sędzia przychyla się do mojego wniosku
6 października 2023

Sędzia prowadzący sprawę z oskarżenia publicznego przychyla się do mojego wniosku o przesłuchanie ortopedy. Postanowieniem z dnia 6 października 2023 zwalnia go z tajemnicy lekarskiej i żąda wydania dokumentacji medycznej stomatologa.

Wistuję asem z rękawa. Sędzia przebija dwójką…
9 października 2023

W sprawie z mojego prywatnego oskarżenia przedkładam pismo procesowe, w którym wskazuję konkretnie jak zmieniały się kolejne zeznania elektryka na  przestrzeni czasu, w miarę jak pojawiały się nowe dowody w sprawie. Wskazuję również na ich ewidentną sprzeczność z materiałem dowodowym w postaci nagrania momentu napaści na mnie. Zdecydowałem się także wyciągnąć asa z rękawa w postaci nagrania pokazującego kondycję oraz zachowanie stomatologa bezpośrednio po tym, gdy odzyskałem telefon. Nagranie to obnaża fałsz zeznań elektryka odnośnie tego co działo się po napaści na mnie, kiedy to miał on udzielać pomocy zbierającemu się z trawnika, pobitemu stomatologowi w podartym ubraniu. Chciałem ten dowód jak najdłużej zachować w tajemnicy z uwagi na to, że traktowałem go jako kluczowy element obrony w sprawie wytoczonej mi przez prokurator. Ewidentny brak bezstronności sędzi zmusił mnie jednak do zmiany taktyki. Jak się wkrótce przekonam, nic to jednak nie da, gdyż sędzie uzna fakt nagrywania przeze mnie sprawcy napaści na mnie po napaści jako działanie prowokacyjne z mojej strony, które – w jej ocenie – doprowadziło do … tejże napaści…

Czwarta rozprawa z prywatnego aktu oskarżenia
11 października 2023

Zeznania na temat moich obrażeń składa fizjoterapeutka, u której regularnie dwa razy w tygodniu odbywam profilaktyczne zabiegi. Potwierdza, że podczas zabiegu dzień po zdarzeniu widziała u mnie zadrapania na lewej ręce.

Podczas kolejnej wizyty fizjoterapeutka nawiązuje do przebiegu rozprawy, na której była przesłuchiwana pytając mnie co zrobiłem sędzi, że ta mnie tak nienawidzi?

Posiedzenie niejawne w sprawie mojego wniosku o sprostowanie protokołu
18 października 2023

Zgodnie z właściwą dla pani sędzi starannością protokół z posiedzenia na temat swojej niestaranności definiuje jako postępowanie „w sprawie odroczenia wykonania kary pozbawienia wolności” i stwierdza w nim, że nie jest niestaranna!? W skrócie rzecz ujmując, sędzia stwierdza, że nie pamięta jak było więc w protokole ma być tak jak jest.

Piąta i ostatnia sprawa z mojego prywatnego aktu oskarżenia
30 października 2023

Zeznania składa moja partnerka, która potwierdza, że wieczorem w dniu zdarzenia widziała u mnie takie same obrażenia, które wcześniej opisała fizjoterapeutka. Na wniosek mojego pełnomocnika, przy sprzeciwie obrońcy, sąd odtwarza również nagranie wykonane po odzyskaniu przeze mnie telefonu. Na koniec głos zabiera jeszcze oskarżony stomatolog, który odpowiada tylko na pytania swojego obrońcy. Oświadcza, że zeznania złożone przez elektryka są prawdziwe. Sędzia zamyka sprawę.

W drodze do domu moja załamana partnerka mówi mi, że „ta kobieta ewidentnie chce ciebie załatwić”.

Stomatolog niewinny
31 października 2023

Pomimo, że doznane przeze mnie obrażenia sędzia uznaje za udowodnione, uniewinnia stomatologa. Za prawo do napadania na mnie sędzia nakazuje mi zapłacić napastnikowi 1.344 zł. Absolutnie nie jestem zaskoczony takim wyrokiem. Spodziewałem się oszustwa sądowego i oszustwo było.

Pisemne uzasadnienie wyroku uniewinniającego stomatologa
17 listopada 2023

Otrzymuję uzasadnienie wyroku uniewinniającego stomatologa od napaści na mnie. Znajduje się w nim jedno prawdziwe zdanie, a mianowicie, iż „Prokurator prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald w Poznaniu skierował do tutejszego Sądu akt oskarżenia przeciwko Waldemarowi Sokołowskiemu, oskarżając go o popełnienie czynu z art.157 § 1 k.k. na szkodę Andrzeja G.”. Sędzia zapomina jedynie dodać, że z uwagi na fakt, iż sprawa się jeszcze toczy to zgodnie z art. 42 ust. 3 Konstytucji RP i art. 5 § 1 k.p.k. uważa mnie za niewinnego. O nie, nie, nie! Co to, to nie! Sędzia jest zbyt doświadczona, aby się nabrać na taki numer! Reszta uzasadnienia to ordynarne manipulacje materiałem dowodowym i zwykłe kłamstwa, których sędzia nie stara się nawet zatuszować. Wszystko po to, aby ciężko pobity przeze mnie stomatolog nie poniósł odpowiedzialności za wcześniej przecież dokonaną na mnie napaść. Sędzia tak więc wykręca dowody, że wychodzi na to, że stomatolog napadł na mnie, bo potem ciężko go pobiłem. Dobra, stara szkoła „na Dzierżyńskiego”. Moja kancelaria prawna jest zszokowana wyrokiem i jego uzasadnieniem. Proponuje mi nieodpłatne przygotowanie apelacji. Postanawiam jednak zrezygnować z ich usług. W trakcie sprawy wyznaczyli mi do współpracy pięciu różnych, co chwila zmieniających się prawników, z których żaden nie traktował jej jak swojej. Nie miałem złudzeń, że przy tak nieuczciwej sędzi jaka mi się trafiła, żaden prawnik nie dałby rady. Wyrok to po prostu ordynarne oszustwo bez jakiejkolwiek finezji. Niemniej apelacja to jednak nowa historia. Postanawiam o pomoc poprosić adwokata Rafała Jaszczyszyna, który sprawę już dobrze zna i rozumie, bo broni mnie w sprawie z oskarżenia publicznego.

Trzecia rozprawa z oskarżenia publicznego. Do miasta przyjeżdża cyrk
4 grudnia 2023

Zaczyna się cyrk wokół rzekomo wykonanych zdjęć RTG. Pierwsza próba, to brak stawiennictwa ortopedy, który tłumaczy, że tak jest zajęty ratowaniem ludzi, że nie ma czasu na głupoty. Jako dokumentacja medyczna przesłana zostaje wyłącznie znana już prokuratorowi i sądowi historia choroby, na której oparł się biegły. Jest to historia chroby ta sama, ale nie taka sama! Zmieniona zostaje w niej godzina przeprowadzenia badania. Mimo to jest ona poświadczona przez ortopedę za zgodność z oryginałem. To jednak nic wobec braku zdjęć RTG. Oskarżenie apeluje do sądu o pominięcie tych wniosków twierdząc, że są one z mojej strony wyłącznie grą na zwłokę. Z satysfakcją informują sąd, że w sprawie z mojego prywatnego aktu oskarżenia sąd orzekł, że nie doszło do napaści na mnie oraz że Sąd Rejonowy w Poznaniu ponad wszelką wątpliwość ustalił, że to ja napadłem na nieposiadającego mojego telefonu stomatologa. „Wilczy bilet” wraca tam skąd przyszedł. Na szczęście sędzia jest niezłomny. Być może sam widzi, znając materiał dowodowy, że tamten, ciągle jeszcze nieprawomocny wyrok, to zwykłe oszustwo.

Składam apelację w sprawie z mojego oskarżenia
13 grudnia 2023

Adwokat Rafał Jaszczyszyn jest dobrej myśli. Mawia, że państwo, które nie chroni przed przemocą jest państwem upadłym. Ja też wierzę w triumf prawa. Jeszcze nie wiem, że moje państwo nie tylko nie chroni przed przemocą, ale nawet karze za samoobronę. Jeszcze nie wiem, że nie tylko wolno na mnie napaść, ale mi nie wolno się przed napaścią obronić. Ale nie uprzedzajmy faktów. Jako, iż wbrew materiałowi dowodowemu, sędzia w pierwszej instancji za w pełni wiarygodnego uznała ukaranego na mój wniosek mandatem karnym elektryka, do apelacji załączam kolejne ukrywane dotychczas nagranie (w tle grozi mi 5 lat więzienia w drugiej sprawie więc staram się mieć jakieś asy w rękawie), które zostało przypadkowo wykonane podczas próby odzyskania przeze mnie telefonu. Widać na nim fragment szamotaniny i postać uczestniczącego w niej elektryka. Nagranie to jednoznacznie dowodzi, że elektryk kłamie zeznając, że napadłem na stomatologa nieposiadającego mojego telefonu. Myślę sobie, że sąd apelacyjny dostrzeże, że zeznania tego świadka motywowane są chęcią zemsty na mnie za ukaranie go na mój wniosek mandatem karnym. Przecież to takie oczywiste, że nie jest w tej sprawie osobą wiarygodną.

Dziwne miejsce
1 lutego 2024

Otrzymuję informację, że apelacja, w której oskarżam, odbędzie się w Sądzie Okręgowym w Poznaniu w dniu 12 marca 2024. Zasięgam języka o wyznaczonym sędzi. Nawet Smarzowski by tego nie wymyślił. Spokojnie czekam, bo co mi pozostało?

Fot. Google Maps. Sąd Okręgowy w Poznaniu.

Czwarta rozprawa z oskarżenia publicznego
8 lutego 2024

W końcu stawia się ortopeda. Przychodzi oczywiście bez dokumentacji medycznej i zdjęć RTG. Przynosi tylko znaną już historię choroby. Jakimś cudem znowu widnieje na niej inna godzina wizyty stomatologa. Ortopeda zeznaje, że skierowanie na RTG wystawił, ale go nie ma; że zdjęcie RTG widział, ale go nie ma; że było ono nagrane na płycie CD, ale jej nie ma; że miał obowiązek wpisać informację o skierowaniu na RTG do historii choroby, ale tego nie wpisał. Innymi słowy zdjęcie było, ale on go nie ma, bo pewnie pacjent je zabrał. Nie ma więc zdjęcia i czasu kiedy miałoby być wykonane. Ustalony został bowiem następujący porządek zdarzeń w dniu 2 września 2022: najpierw wizyta stomatologa u biegłego w zakładzie medycyny sądowej, który działa od godz. 8:30 i bezwzględnie wymaga rejestracji; przed lub po wizycie u biegłego (tego nie wiemy, bo wizyta stomatologa jednak nie została zarejestrowana) wizyta o godz. 9:00 w willi w celu otworzenia drzwi ekipie remontowej; potem wizyta u ortopedy i wystawienie nieistniejącego skierowania na badanie RTG; potem wykonanie badania RTG (jak się za chwilę okaże rzekomo po godzinie 14-tej w odległym o 80 km od Poznania Nowym Tomyślu) i uzyskanie jego opisu; następnie powrót 80 km do Poznania, a na koniec historia choroby odnosząca się do tegoż zdjęcia wystawiona o godzinie 12:00. Tutaj znowu bez teleportacji i fizyki kwantowej nie sposób wytłumaczyć jak w ciągu 3 i pół godziny można dokonać tych pięciu czynności w różnych miejscach Wielkopolski, do tego ze zwichniętym barkiem i skręconą nogą, po drodze cofając się w czasie o około dwie godziny (może jak Pippi wracał jadąc tyłem?). Składamy wniosek o dalsze poszukiwanie zdjęcia, a tym samym o przesłuchanie stomatologa na okoliczność gdzie wykonał RTG albowiem zgodnie z obowiązującym prawem atomowym wszystkie zdjęcia RTG muszą być rejestrowane i archiwizowane przez 25 lat. Naprawdę zaczynam być ciekawy co na tym zdjęciu jest, że tak je ukrywają. Stawiam, że uraz lewej nogi opisali przy pomocy zdjęcia prawego łokcia. No cóż, w pośpiechu błędy się zdarzają. Oskarżyciel żąda pominięcia wnioskowanych przez obronę dowodów, bo – oczywiście – zmierzają tylko do przedłużenia tak misternie skrojonego przez prokurator postępowania. Na szczęście sędzia pozostaje niezłomny.

Ryszard S. WTK Na Zdrowie
Fot. Ryszard S. w programie WTK Na Zdrowie.

Odpowiedź stomatologa na moją apelację
23 lutego 2024

Wpływa odpowiedź obrońcy na moją apelację w sprawie z mojego prywatnego aktu oskarżenia. Żąda w niej oddalenia mojego dowodu w postaci kolejnego nagrania dowodzącego, że elektryk kłamie twierdząc, że napadłem na nieposiadającego mojego telefonu stomatologa. Niepotrzebnie stracili wiarę w sędziego.

Ochrona nietykalności osobistej nie dla mnie
12 marca 2024

Podczas gdy toczę nierówną walkę z prokurator o oczyszczenie mnie z fałszywego oskarżenia, sędzia oddala moją apelację w sprawie, w której oskarżam stomatologa o napaść na mnie. Już prawomocnie wolno na mnie napadać. Sędzia do wyroku sądu odwoławczego bezwstydnie inkorporuje wszystkie kłamstwa i oszustwa sądu pierwszej instancji. Zbyt mocno powiedziane? Jak to inaczej nazwać? Wyobraźcie sobie, że przedstawiacie w sądzie pierwszej instancji dowód w postaci zdjęcia słonia. Sąd twierdzi jednak, że to motocykl. Piszecie więc apelację wskazując, że grube zwierzę z dużymi uszami i trąbą to jednak słoń. Jako dowód dołączacie kolejne zdjęcie całego stada słoni. Sędzia sądu apelacyjnego odpisuje Wam zatem, iż „Sąd Okręgowy po dokonaniu analizy stanu faktycznego podzielił ustalenia faktyczne dokonane przez Sąd Rejonowy w utrzymanym w mocy zakresie i przyjął je za własne.” „W sprawie nie wystąpiły żadne alternatywne wersje zdarzenia, które starał się przedstawić apelujący”. Na zdjęciu jest motocykl, a reszta to wymysły oskarżyciela, który jest całkowicie niewiarygodny, bo „analizowane zdarzenie z dnia 1 września 2022r. jest przedmiotem również innej sprawy, w której to oskarżony jest pokrzywdzonym, zaś oskarżyciel prywatny – oskarżonym”. Koniec. Kłamstwo i sądowe oszustwo uprawomocnia się. Domniemanie niewinności rozpada się w proch i pył w konfrontacji z dalekosiężnym spojrzeniem i intelektem uczciwego i niezawisłego sędziego. Nie ma siły, która może ponownie uczynić białe białym, a czarne czarnym.

Zwracam się o pomoc do Śpiącego Rzecznika
2 kwietnia 2024

Stojąc w obliczu ewidentnego sądowego oszustwa decyduję się wystąpić z wnioskiem o pomoc do Śpiącego Rzecznika. Proszę go o wywiedzenie kasacji. Błagam go, aby poświęcił 2 minuty na obejrzenie filmów i skonfrontował je z wyrokami sądów. Dowiaduję się, że sądy są niezawisłe i nic się z tym nie da zrobić. Trzeba było nie bić lekarza.

Fot. Google Maps. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

Sędzia konsekwentnie poszukuje zdjęcia RTG
12 kwietnia 2024

W następstwie złożonych przez ortopedę zeznań, niezłomny sędzia wydaje zarządzenie ponownie wzywające ortopedę, tym razem już pod groźbą kary porządkowej, do wydania całej dokumentacji medycznej stomatologa.

Składam kasacje do Sądu Najwyższego
26 i 30 kwietnia 2024

Wynajęta przeze mnie warszawska kancelaria prawnicza składa kasację. Niezależnie od tego, adwokat Rafał Jaszczyzszyn również składa kasację. Nie mieści mu się w głowie, że sąd Rzeczypospolitej Polskiej może wydać zgodę na napaść na człowieka.

Dobre złego początki
22 maja 2024

Otrzymuję informację, że moje kasacje zostały przyjęte do rozpatrzenia. W swojej naiwności traktuję to jako dobry prognostyk.

Piąta rozprawa z oskarżenia publicznego
6 czerwca 2024

Rozprawa jest inna niż wszystkie poprzednie. Po raz pierwszy pojawia się prokurator. Inny niż mnie oskarżył, ale jednak. Na początku sąd pyta oskarżenie o to gdzie jest płyta CD ze zdjęciem RTG? Oskarżający mnie adwokat bezkarnie kłamie przed sądem, że przekazał ją sądowi do akt. Gdy sędzia zaprzecza, ten twierdzi, że pewnie zostawił ją przez przypadek w kancelarii, że musiało dojść do jakiegoś nieporozumienia, bo płyta przecież jest skoro ortopeda mówi, że ją widział. Żenujący obraz bezradności znieważanego sądu. Następnie zeznania składa stomatolog. Uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań zeznaje, że zdjęcia RTG wykonał w NZOZ Chirmed w oddalonym o 80km od Poznania Nowym Tomyślu. A więc jednak, między godziną 8:30 a 12:00 w dniu 2 września 2022 obolały stomatolog z podbitym okiem, zwichniętym barkiem i skręconą nogą zdążył odbyć wizytę u biegłego, o której nie ma wzmianki w rejestracji, otworzyć o 9:00 drzwi na budowie, odbyć u ortopedy badanie, na którym otrzymał skierowanie na RTG (którego nigdzie, nawet w historii choroby, nie ma), przejechać 80 km, aby po godzinie 14:00 zrobić zdjęcie RTG, poczekać na jego opis i wrócić z nim kolejne 80 km do ortopedy, który na jego podstawie o godzinie 12:00 czyli dwie godziny przed jego wykonaniem, wystawił historię choroby. Mam nadzieję, że prokurator czuł się, wprawdzie z innego powodu niż ja, ale jednak jak głupek, gdy sędzia poinformował go o zamiarze zmiany kwalifikacji czynu z ciężkiego pobicia ściganego z oskarżenia publicznego (art. 157 § 1 k.k.) na lekkie pobicie ścigane z oskarżenia prywatnego (art. 157 § 2 k.k.). W tej sytuacji prokurator nie podtrzyma wniosku o ściganie mnie i ukaranie, ale samego oskarżenia nie wycofuje. Ja czuję się traktowany jak głupek, bo dowodem mojej winy ma być zmieniona w trakcie przesłuchania opinia biegłego. Niewiarygodne. Zamiast ponieść odpowiedzialność karną za przedstawienie fałszywej opinii, biegły dalej postrzegany jest jako czyste źródło prawdy. Dobre jest jednak to, że w akompaniamencie rytualnych protestów oskarżyciela (że to gra na zwłokę, że to zbyteczne) sędzia nadal niezłomnie postanawia odnaleźć płytę CD ze zdjęciem RTG.

Trwają poszukiwania płyty
23 sierpnia 2024

Sędzia wzywa NZOZ Chirmed, w kórym stomatolog rzekomo wykonał zdjęcie RTG do wydania jego dokumentacji medycznej.

Zdjęcie widmo
12 września 2024

Do sądu wpływa informacja z NZOZ Chirmed, że stomatolog nie wykonywał tam poszukiwanego zdjęcia RTG. Zagadka rozwiązana. Opinia biegłego, która posłużyła prokurator jako kluczowy dowód mojej winy powstała w oparciu o lewą historię choroby, która odwołuje się do zdjęcia RTG, którego zrobienia nigdy nie zlecono. Prokurator sporządziła dla mnie „wilczy bilet” w oparciu o wewnętrznie i wzajemnie sprzeczne zeznania skonfliktowanych ze mną świadków oraz fałszywą opinię biegłego, przy jednoczesnym pominięciu wszystkich przedstawionych i wnioskowanych przeze mnie dowodów mojej niewinności. Nie mam pana płaszcza i co mi pan zrobi?

Końcowa rozprawa z oskarżenia publicznego
31 października 2024

Odbywa się ostatnia rozprawa w sprawie, w której jestem oskarżony. Dowody mojej niewinności są na tyle ewidentne i oczywiste, że po ogłoszeniu wyroku sędzia zwraca się do mnie słowami „najważniejsze, że w tej sprawie nie doszło do skazania niewinnej osoby”. Sam wyrok to jednak umorzenie. Zupełnie się z nim nie zgadzam, bo niewinnych ludzi się uniewinnia. Czekam na uzasadnienie. Gdy je w końcu otrzymuję, mam mieszane uczucia. Wreszcie sąd uczciwie ocenił materiał dowodowy w postaci nagrań i zeznań świadków. Oszustwo sądowe jakiego dopuścili się sędziowie w sprawie z mojego prywatnego aktu oskarżenia zostaje ostatecznie zdemaskowane przez powołany do tego sąd. Ponadto sędzia zawiadamia prokuraturę o podejrzeniu przedłożenia przez stomatologa i ortopedę fałszywej dokumentacji medycznej. Elektrykowi Radosławowi Banasiakowi się upiekło. Nie odpowie za składanie fałszywych zeznań. Szkoda.

Składam apelację
11 grudnia 2024

Składam apelację od wyroku umarzającego sprawę. Żądam uniewinnienia.

Apelacja stomatologa
16 grudnia 2024

Otrzymuję zawiadomienie o przyjęciu apelacji złożonej przez stomatologa od wyroku umarzającego sprawę, w której jestem oskarżony. Żąda dla mnie wyroku skazującego. Dowiaduję się z niej, że poszukiwana przez sędziego płyta ze zdjęciami RTG spłonęła w rzekomo niewyjaśnionych okolicznościach wraz z samochodem stomatologa. Trudno nie odnieść wrażenia, że jakoś jestem w to zamieszany… Do pozwu załączają jakieś inne zdjęcie RTG. Nie  lekceważę tego, bo wiem już jakie bzdury potrafią trafić na podatny grunt w sądach. Na wszelki wypadek, dzień przed rozprawą apelacyjną, składam odpowiedź na apelację stomatologa demaskując wszystkie kłamstwa i insynuacje w niej zawarte.

Wracam do sprawy fałszywego oskarżenia mnie, bo nie wiem że została umorzona
15 stycznia 2025

Obawiając się dalszych machlojek ze strony prokuratury, zwracam się z wnioskiem o objęcie nadzorem postępowania przygotowawczego w sprawie mojego zawiadomienia o fałszywym oskarżeniu mnie przez stomatologa, wyłączonego z akt sprawy przeciwko mnie w dniu 9 marca 2023. Myślę sobie, że pewnie teraz je odwieszą…

Cuda w prokuraturze
19 i 25 lutego 2025

Otrzymuję informacje z prokuratury, że przedmiotowe postępowanie zostało umorzone przed dwoma laty, tj.  w dniu 10 marca 2023, a w związku z tym wniosek o nadzór jest bezzasadny. W rzeczywistości jednak nadzór ten jest tym bardziej zasadny, bo informacja o umorzeniu zamiast do mnie, trafiła do podejrzanego stomatologa!

Latający Cyrk Monthy Prokuratora
3 marca 2025

Po dwóch latach!!! otrzymuję od prokurator postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia wydane po jednym!!! dniu dochodzenia, tj. w dniu 10 marca 2023 wraz z pismem, w którym absurdalnie tłumaczy się omyłką pisarską. Nie wyjaśnia jednak kiedy się pomyliła: wyłączając postępowanie czy je umarzając, ani dlaczego o sprawie informowała podejrzanego a nie składającego zawiadomienie. Tutaj będę dosadny: kabaret. Oczywiście odwołuję się od tej decyzji (mam na to 14 dni od daty jej otrzymania więc twierdzenie prokuratury o jej skutecznym umorzeniu okazuje się przedwczesne) oraz żądam połączenia sprawy z mojego zawiadomienia ze sprawą prowadzoną z zawiadomienia sądu.

Rozprawa apelacyjna w sprawie z oskarżenia publicznego
11 marca 2025

Czekając na rozprawę poznaję na korytarzu dziennikarza Gazety Wyborczej redaktora Piotra Żytnickiego, który wraz fotografem będzie obecny na sali . W mowie końcowej podkreślam brak jakiegokolwiek dowodu mojej winy. Świadkowie są w ocenie samego sądu niewiarygodni, a opinia biegłego musi być uznana za bezwartościową z uwagi na jego konflikt interesów ze mną, który powstał w chwili poświadczenia przez niego nieprawdy w opinii, która legła u podstaw fałszywego oskarżenia mnie przez prokuratora. Oczywistym jest dla mnie fakt, że biegłemu grozi za to odpowiedzialność karna. Przyjmowanie takiej opinii określam jako poniżające dla mnie jako podsądnego. Wyrok pozostaje w mocy. Zamiast faktycznego uzasadnienia wyroku wysłuchuję peanów sędziego na temat biegłego, tego jaki jest doświadczony i rzetelny oraz jakim szacunkiem ze strony sądu jest otoczony. Prawdziwa mowa obrończa. Brakuje jedynie kogoś, kto by w końcu biegłego oskarżył. Wyrok, jako że jest umorzeniem, nie podlega dalszemu zaskarżeniu przed Sądem Najwyższym. Załatwili mnie.

Spotkanie w Sądzie Najwyższym
3 kwietnia 2025

W budynku Sądu Najwyższego odbywa się spotkanie dwóch neosędziów z jednym sędzią SN, na które zostałem wezwany. Panowie twierdzą, że są Sądem Najwyższym. Moją skargę kasacyjną uznają za oczywiście bezzasadną i odmawiają uzasadnienia swojej opinii. Z ich zachowania wnioskuję, że myślą, iż chyba wydali wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Podobno Rzeczpospolita Polska, ta sama której Wojskowa Komenda Uzupełnień właśnie upomniała się o kolejnego mojego syna, pozwala na mnie napadać. Nie jest łatwo kochać ten kraj. Trzeba być gotowym na miłość bez wzajemności.

Demon niechlujnej sędzi powraca
22 kwietnia 2025

Przypomina o sobie niechlujna sędzia z sądu rejonowego. Chyba żąda ode mnie zapłaty za spotkanie towarzyskie w budynku Sądu Najwyższego. Z tym, że we właściwy dla siebie sposób pismo o zupełnie nieadekwatnej treści adresuje do jakiegoś Artura J. i wysyła do kancelarii, która mnie już nie reprezentuje. Mnie to już nie dziwi. Chcą mieć takich sędziów, to mają. Tak, wiem. Już wiem. Znam to na pamięć. Oczywista omyłka pisarska na oczywistej omyłce pisarskiej w sprawie oczywistej omyłki pisarskiej popełniona przez omyłkę pisarską. Zdarza się.

Połączenie spraw
28 kwietnia 2025

Dostaję zawiadomienie o połączeniu sprawy z mojego doniesienia złożonego w 2023 roku ze sprawą wszczętą z zawiadomienia złożonego przez sąd. Sprawą interesuje się redaktor Piotr Żytnicki, który był obecny na rozprawie apelacyjnej. Dopytuje dlaczego prokuratura nie wszczyna dochodzenia mimo zawiadomienia z sądu. Prokurator, która mnie oskarżyła zostaje odsunięta od sprawy. Nowy prokurator budzi moje zaufanie i daje mi nadzieję na uczciwe poprowadzenie sprawy. Wkrótce jednak i jego odsuną. Myślę sobie, że pewnie dostrzegł winę biegłego…

Do gry wchodzą media
18 czerwca 2025

W lokalnym internetowym wydaniu Gazety Wyborczej pojawia się artykuł na temat mojej sprawy.

https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,32031571,spisek-lekarski-dentysta-wrabial-sasiada-w-uszkodzenie-ciala.html

Składam skargę do ETPCz
25 czerwca 2025

W skardze do Europejskiego Trybunału Praw Człowiek powtarzam wszystkie zarzuty przedstawione w skardze do Sądu Najwyższego, naruszenie prawa do ochrony nietykalności osobistej,  prawa do bezstronnego sądu oraz zasady domniemania niewinności, a także błędne obsadzenie neosędziami składu orzekającego Sądu Najwyższego.

Fot. Google Maps. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Kolejny artykuł
23 lipca 2025

W lokalnym internetowym wydaniu Gazety Wyborczej pojawia się kolejny artykuł na temat mojej sprawy.

https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,32121047,zarzuty-za-spisek-lekarski-dentysta-i-ortopeda-podejrzani-o.html

Zarządzenie Sądu Najwyższego
30 października 2025

Otrzymuję zarządzenie Sądu Najwyższego o odmowie wznowienie postępowania kasacyjnego. Napisane jest ono językiem, który trudno jest mi zrozumieć. Tyle ile mi się udało, to że jak się dałem Sądowi Najwyższemu oszukać, to mój problem. Trzeba było zauważyć błąd wcześniej. Skoro dałem się oszukać i wcześniej nie protestowałem, to Sąd Najwyższy ma praworządność w pompce. Innymi słowy Sąd Najwyższy ustalając skład wiedział, że mnie oszukuje, ale to go nie obchodzi, bo zawczasu tego nie zauważyłem. Niewiarygodne jak daleko polski wymiar sprawiedliwości odszedł od prawa. O przyzwoitości tu nawet nie wspominam.

Koniec świata
14 listopada 2025

Otrzymuję zawiadomienie o przesłaniu do sądu przez prokuratora aktu oskarżenia przeciwko stomatologowi oraz ortopedzie.

Pośmiertny triumf wilczego biletu
20 listopada 2025

ETPCz uznaje moją skargę przeciwko Polsce za niedopuszczalną. „Wilczy bilet” działa nawet zza grobu. Z lakonicznego uzasadnienia i podanej sygnatury jakiejś innej sprawy domyślam się, że ETPCz uznał moją skargę za próbę zemsty sądowej. Niestety, ETPCz nie wyjaśnił na kim i za co.

Przed sądem rusza sprawa przeciwko stomatologowi i ortopedzie
28 listopada 2025

Otrzymuję zawiadomienie o rozprawie przeciwko stomatologowi i ortopedzie planowanej na poczatku lutego 2026.

Fot. Gazeta Wyborcza. Podczas rozprawy w lutym 2026, razem z prokuatorem Andrzejem Błażejewiczem i adwokatem Rafałem Jaszczyszynem występuję w roli oskarżyciela posiłkowego.

Cdn.

Obecnie przed Sądem Rejonowym Poznań Grunwald i Jeżyce toczy się z oskarżenia publicznego sprawa przeciwko stomatologowi i ortopedzie.

Czekam również na rozpatrzenie przez sąd mojego zażalenia na umorzenie przez poznańską prokuraturę śledztwa w sprawie współpracującego z nią biegłego Czesława Żaby.

Kto mnie wrabiał?

Jeśli dotarliście do tego momentu to wiecie już, że opisywana sprawa dotycząca tego samego zdarzenia toczyła się w dwóch postępowaniach karnych: jednym z mojego prywatnego aktu oskarżenia (o naruszenie mojej nietykalności osobistej przez stomatologa) oraz drugim z oskarżenia publicznego zainicjowanym przez prokurator (o rzekome ciężkie pobicie stomatologa przeze mnie). Rezultat obu postępowań był taki, że w pierwszej sprawie, która zakończyła się jako pierwsza, sędziowie nie będąc do tego powołanymi, uznali mnie za winnego napaści i ciężkiego pobicia stomatologa i w związku z tym uniewinnili go od zarzutu napaści na mnie tłumacząc jego zachowanie obroną przed moim nagannym, w ich ocenie, zachowaniem w postaci nagrywania jego wizerunku; a w drugiej, zakończonej później sprawie, sędziowie do tego powołani uwolnili mnie od oskarżenia prokuratora o ciężkie pobicie stomatologa uznając, że przekroczyłem zakres obrony koniecznej, a moje zachowanie w postaci nagrywania zajścia za zgodne z prawem i celowe. Oba sądy uznały, że u obu uczestniczących w zajściu osób powstały siniaki i zadrapania.

Skutek prawny jest zatem następujący: napastnik zostaje uniewinniony, a ofiara uznana za winną tego, że się obroniła (na pocieszenie nie wymierza się jej kary).

Na których uniwersytetach uczą takiego prawa?

Gdyby coś takiego jak napaść i zabór telefonu podczas nagrywania wykroczenia drogowego, za które wystawiono mandat karny, przydarzyło się prokuratorowi, sędziemu lub członkowi ich rodziny, słowom oburzenia przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości nie byłoby końca. Oj surowy byłby wyrok dla sprawcy napaści. Czy ktoś z Was ma co do tego jakiekolwiek wątpliwości? Napadnięto jednak na zwykłego człowieka, a to już co innego, bo ja nie należę do tej elitarnej kasty.

Cechą ludzi mądrych jest wątpić, więc i ja spróbuję. Może jednak się mylę?

Może wolno napadać na prokurator Monikę Kokocińską i członków jej rodziny?

Może wolno napadać na sędzię Darię Kamińską-Grzelak i członków jej rodziny?

Może wolno napadać na sędziego Sławomira Olejnika?

Może wolno napadać na pracowników Sądu Najwyższego Pawła Kołodziejskiego i Stanisława Stankiewicza oraz członków ich rodzin?

Może wolno napadać na sędziego SN Dariusza Kalę i członków jego rodziny?

Co do jednego nie można w ich przypadku mieć wątpliwości. Gdyby zostali napadnięci, gdyby odebrano im odblokowany telefon, nie podjęliby próby jego odzyskania w obawie przed zadrapaniem napastnika. Co tam dowód dokonanego wykroczenia. Co tam dowód napaści. Co tam poufne informacje. Co tam ochrona danych osobowych. Co tam tajemnica korespondencji. Co tam intymność życia prywatnego uwieczniona na zdjęciach i filmach. Grunt to nie zadrapać napastnika. To byłoby niezgodne z prawem, a oni chcą żyć przecież w państwie prawa.

Opisując sprawę karną prowadzoną z mojego prywatnego aktu oskarżenia zacznę od pokazania jak powstała fałszywa opinia biegłego oraz spreparowany na jej podstawie akt oskarżenia, albowiem jest to kwestia kluczowa dla zrozumienia skali naruszenia zasady domniemania niewinności przez wszystkie sądy powołane po kolei do jej rozstrzygnięcia.

Zobaczmy więc co i jak po kolei wywijały gwiazdy wymiaru sprawiedliwości.

Czesław Żaba, przebiegły sądowy

W kręgach ludzi przyzwoitych obowiązuje zasada noblesse oblige czyli szlachectwo zobowiązuje. Oznacza ona mniej więcej tyle, że im ważniejszą pełnisz funkcję, tym wyższe powinieneś prezentować standardy działania.

Czesław Żaba to biegły sądowy z wieloletnią praktyką i uznanym dorobkiem zawodowym, jest członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii,  kierownikiem Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i wykładowcą szkolącym kolejne pokolenia biegłych.

Jak się boleśnie przekonam, z jego opinią nikt nie śmie dyskutować. Nawet jeśli byłaby najbardziej fałszywa z możliwych, wyssana z palca, niezgodna z dowodami materialnymi i pełna sprzeczności to jest ona opinią Czesława Żaby.

Czesław Żaba zamienia przedstawione mu subiektywne relacje i opinie w obiektywne fakty i dowody niczym Chrystus wodę w wino. Wygląda to mniej więcej tak: Jeśli świadek coś zezna, to prokurator i sąd podchodzi do tego z ostrożnością. Jeśli ten sam świadek to samo powie biegłemu, a ten napisze, że to usłyszał, to jest to już fakt niezaprzeczalny. Prawda, że absurdalne? A jednak tak to właśnie działa. Dlatego w polskim systemie sprawiedliwości ważne jest, aby znać biegłego i aby nikt się o tym nie dowiedział.

Czesław Żaba może wszystko, a musi niewiele.

Czesław Żaba jako kierownik ZMS postanawia, że obdukcje lekarskie mogą być wykonywane wyłącznie po wcześniejszej rejestracji.

Czesław Żaba rzekomo dokonuje jednak obdukcji stomatologa w dniu 2 września 2022 bez rejestracji. „Rzekomo”, bo nigdzie nie ma żadnego materialnego dowodu na odbycie takiej wizyty w tym dniu. Nie jest ona odnotowana w rejestracji, a pierwszy materialny dowód jej odbycia, to dokument, który Czesław Żaba stworzy dopiero w dniu 26 września 2022. Zdjęcia, które rzekomo podczas tejże obdukcji wykonał znikną.

W końcu Czesława Żabę jako biegłego sądowego obowiązuje art. 200 k.p.k., który również nakazuje podanie czasu wykonania obdukcji. Czesław Żaba nie zwykł jednak prawu się kłaniać. Czesław Żaba jako nauczyciel akademicki uczy wprawdzie studentów, że każda obdukcja lekarska musi mieć oznaczone miejsce, datę oraz czas jej sporządzenia. Jego to jednak nie dotyczy.

Czesław Żaba nie potrafi podać godziny rzekomo dokonanej w dniu 2 września 2022 obdukcji stomatologa, bo jej – jak twierdzi – nie zanotował. Raz twierdzi, że nie zanotował bo nie musiał. Innym razem, że nie zanotował, bo to nie było ważne. Jeszcze innym razem twierdzi, że czas to data. Chociaż studentów uczy, że data to data, a czas to czas, podać należy obie informacje. W mojej sprawie czas wykonania obdukcji jest kwestią kluczową dla obrony z uwagi na podejrzanie ekspresowy proces diagnostyczny, który obejmując rzekomą obdukcję u Czesława Żaby, dwie wizyty u ortopedy i wykonanie zdjęcia RTG z opisem zamknął się w 3,5 godziny w dniu 2 września 2022 między godziną 8:30 (godzina otwarcia ZMS) a 12:00 (godzina wystawienia historii choroby przez ortopedę) z przerwą o 9:00 na wizytę na budowie.

Jednak zdaniem Czesława Żaby godzina wykonania obdukcji nie jest istotna, a wiadomo: jak Czesław Żaba coś powie, to powie. Te zaniedbania Czesława Żaby prokurator przyjmie zatem jako okoliczności obciążające mnie.

W dniu 6 grudnia 2002 w aktach sprawy znajdowały się zdjęcia obrażeń stomatologa, które okazano mi podczas przesłuchania na policji. Rzekomo wykonał je Czesław Żaba podczas obdukcji. Podpowiadałby to zdrowy rozsądek, doświadczenie życiowe i pragmatyzm. Zapewne były wykonane telefonem w powszechnej dziś formie cyfrowej, która zawierałaby informacje o miejscu, dacie i czasie ich sporządzenia. Mogłyby więc potwierdzić, że do badania doszło rzeczywiście w godzinach przedpołudniowych w dniu 2 września 2022. Niestety zniknęły. Co za pech! Co więcej, prokurator twierdzi dzisiaj, że nigdy ich nie było; że musiało mi się przewidzieć… Mój wniosek dowodowy oddala zatem z powodu nieistnienia wnioskowanego dowodu:

Znowu pech! Podczas pierwszego przesłuchania przed sądem w dniu 19 czerwca 2023, stomatolog zeznał:

Czesław Żaba jeździ na wspólne z prokuratorami i sędziami konferencje oraz szkolenia, bawi się na tych samych imprezach. Czesław Żaba niczego więc „nie musi”!

Czesław Żaba nie musi archiwizować dokumentacji w postaci zdjęć, które przedkłada organom ścigania, bo jeśli zdjęcia zaginą, to prokurator wariata będzie robić z oskarżonego.

Czesław Żaba nie musi również sporządzić opinii rzetelnie, dokładając należytej staranności. Jakkolwiek ją bowiem sporządzi, zostanie ona przyjęta.

Czesław Żaba pisze więc w opinii to co rzekoma ofiara mówi mu o zdarzeniu, konkludując to stwierdzeniem, że obrażenia mogłyby powstać w opisywany sposób. W aktach sprawy są jednak dwie wersje zdarzenia. Stomatolog twierdzi, że stał z telefonem w ręce. Elektryk, że stomatolog leżał na ziemi i był po niej przeze mnie ciągnięty. Której sytuacji odpowiadają obrażenia opisane w opinii? Nikt (ani biegły, ani prokurator, ani sądy) nigdy tego nie wyjaśni. Bo i po co? Skoro biegły Czesław Żaba napisał, że tak było, to było. A jak było? To nieistotne szczegóły!

Czesław Żaba dokonuje więc rzekomo w dniu 2 września 2022 roku o bliżej nie ustalonej godzinie nieodnotowanej w rejestracji obdukcji, podczas której nie widzi obrażeń na jakich zależy rzekomo poszkodowanemu czyli takich, które powodowałyby naruszenie narządów czynności ciała na czas dłuższy niż 7 dni, a więc takich które spowodowałyby zainteresowanie się sprawą przez prokuratora.

W związku z tym co robi niezwykle doświadczony, ceniony i uczciwy Czesław Żaba? Nie sporządza opinii na temat swoich wniosków. Nie wykonuje dodatkowych badań. Po prostu wypuszcza oszusta na miasto, aby ten wrócił z zaświadczeniem od innego lekarza. Wtedy doświadczony, ceniony i uczciwy Czesław Żaba będzie miał czyste ręce i po kłopocie.  Przepisze diagnozę i poświadczy jako swoją.

Jak postanowili tak zrobili. Stomatolog wraca z historią choroby od ortopedy (podobno 6 września 2022, ale kto to wie?), w której jak Bóg/Żaba przykazał, stwierdzone jest uszkodzenie narządów czynności ciała na czas dłuższy niż 7 dni. Historia choroby śmierdzi na kilometr. Doświadczony, ceniony i uczciwy Czesław Żaba nie dziwi się, że historia choroby jest niezgodna z jego osobistymi wnioskami. Doświadczonego, cenionego i uczciwego Czesława Żabę nie dziwi też ekspresowe tempo sporządzenia historii choroby w oparciu o zdjęcie RTG; nie dziwi go, że wbrew prawu w historii choroby brakuje wzmianki o skierowaniu na RTG; nie dziwi go, że nie otrzymuje do wglądu rzeczonego zdjęcia RTG wraz z opisem; nie dziwi go, że obrażenia opisywane przez ortopedę są w innych miejscach niż stwierdzone przez niego. Nie dziwi go, że rzekomy poszkodowany przychodzi na wizytę kontrolną bez ortezy. Nie dziwi go nawet to, że takiego doświadczonego jak on biegłego to wszystko nie dziwi. Prokuratora to zresztą też nie dziwi. Tylko ja wydaję się być tym zdziwiony.

Doświadczonego, cenionego i uczciwego Czesława Żabę nie dziwi również to, że ortopeda, który wystawił lewą historię choroby to jego bliski przyjaciel, kumpel ze studenckiej ławy.

Doświadczony, ceniony i uczciwy Czesław Żaba zapewne nie wie, że rzekomo poszkodowany to syn równie bliskiego co on sam przyjaciela ortopedy, znanego poznańskiego stomatologa. Skąd mógłby to wiedzieć? Po wspólnym nazwisku i wykonywanym wspólnie przez ojca i syna zawodzie stomatologa? Ze wspólnych imprez? Z przyjacielskich opowieści? Przecież nikt z nas nie zna przyjaciół swoich przyjaciół, nieprawdaż?

Doświadczony, ceniony i uczciwy Czesław Żaba na wszelki wypadek nie wspomina o tych okolicznościach przyrody podczas przesłuchania przed sądem w dniu 28 września 2023 kiedy to, przyciśnięty przez adwokata Rafała Jaszczyszyna, wiedząc, że nie da się obronić braku zdjęcia RTG, wycofuje się ze swojej opinii i przedstawia zupełnie nową, rzekomo zgodną z tym co rzeczywiście sam rzekomo ustalił rzekomo w dniu 2 września 2022, co sąd eufemistycznie określa mianem złożenia opinii uzupełniającej. Wiadomo! Czesław Żaba to Czesław Żaba. Nieśmiało, jak na nic nie znaczącego żuczka przystało, spytam tutaj jedynie: co by było gdyby Czesław Żaba, np. z powodu swojej śmierci, nie był w stanie złożyć tej „uzupełniającej” opinii? W jakiej sytuacji by mnie to jako oskarżonego postawiło? Czy zdaniem sądu, biegły naprawdę nie ma obowiązku napisać w swojej pisemnej opinii przedłożonej prokuratorowi swojej opinii? Czy naprawdę podpisanie cudzej fałszywej opinii nie stanowi poświadczenia nieprawdy? Czy taka interpretacja prawa dotyczyłaby także mnie, czy dotyczy tylko doświadczonego, cenionego i uczciwego Czesława Żaby? Czy sąd naprawdę nie widzi, że na skutek swojego całkowicie nieprofesjonalnego, nieuczciwego i niezgodnego z prawem działania, Czesław Żaba postawił się w sytuacji konfliktu interesów ze mną? Jak można biegłego, który doprowadził do mojego fałszywego oskarżenia dalej uznawać za obiektywne źródło wiedzy na temat mojej winy? Przecież z chwilą ujawnienia tego konfliktu interesów, każde uwiarygodnienie przez biegłego mojej winy działa jak tarcza ochronna przed poniesieniem przez niego odpowiedzialności karnej za fałszywe oskarżenie, o odpowiedzialności cywilno-prawnej nie wspominając.

A oto alternatywne, całkiem prawdopodobne w świetle powyższych ustaleń i uzasadnione doświadczeniem życiowym okoliczności powstania opinii Czesława Żaby:

[Dom ortopedy. 1 września 2022, późno wieczorem. Dzwoni telefon…]

„- Rysiek, słucham?

-Cześć wuja! Jędrek mówi!

– Co tam Jędruś? Jak tata?

– Wszystko dobrze, wuja. Potrzebuję fałszywej dokumentacji medycznej, aby wrobić jednego frajera, co mi podpadł. Już se załatwiłem skierowanie na obdukcję na policji. Tylko, że nic mi nie jest.

– Rozumiem, Jędruś. Idź jutro rano do ZMS, do Czesia i powołaj się na mnie. Ja zaraz do niego zadzwonię aby Ciebie przyjął i wszystko załatwimy jak trzeba.

– Dzięki wuja!

– Trzymaj się Jędruś. Tatę pozdrów.”

[Dom letniskowy biegłego. 1 września 2022, parę minut później. Dzwoni telefon…]

„- Doświadczony, ceniony i uczciwy  Czesław, słucham?

– Sie ma Czesiu! Rysiu z tej strony.

– Witaj mordo! Co tam?

– Prośbę mam. Jędruś, ten wiesz, od Jurka, ten mały co ci na garnitur wtedy nasikał, pomocy potrzebuje.

– O cię! Żeś mię rozbawił, że to pamiętasz. Co jest?

– No ten Jędruś, ten mały, obdukcję potrzebuje. Może wpaść jutro do Ciebie?

– A skierowanie ma?

– Ma. Zuch sam se załatwił.

– No to niech przyjdzie. Tylko nie jutro, bo na wakacjach jestem. Niech wpadnie jak wrócę.

– Ale to pilne jest.

– Jutro nie dam rady. Wracam 5-tego. Niech wpadnie 6-go. Napiszemy, że był drugiego.

– Tylko, że nic mu nie jest.

– Rozumiem. To weź coś wymyśl, a ja to klepnę jak wrócę. Będzie, że mucha nie siada.

– Dobra. To przyjemności!

– Dzięki, do miłego!”

Jak było naprawdę? Zapewne dowiedzielibyśmy się tego gdyby prokurator Monika Kokocińska poważnie potraktowała złożone przeze mnie zawiadomienie o złożeniu przez stomatologa fałszywego zawiadomienia o przestępstwie. Niestety, prokurator Monika Kokocińska, wbrew ewidentnym dowodom, wolała dwa lata ukrywać przede mną fakt umorzenia tego postępowania. W tym czasie (po roku) bezpowrotnie przepadła większość dowodów w postaci nagrań z kamer monitoringu miejskiego, bilingów połączeń telefonicznych i sms-ów.

Czesław Żaba do dzisiaj korzysta z protekcji poznańskiej prokuratury, która wbrew ewidentnym dowodom winy umorzyła postępowanie w jego sprawie, na ławie oskarżonych sadzając tyko kozły ofiarne.

Fot. Piotr Żytnicki (Gazeta Wyborcza). Dentysta Andrzej G. (stoi) i ortopeda Ryszard S. w czasie rozprawy w sądzie w Poznaniu. 2 lutego 2026.

Ciągle czekam na uzasadnienie tej decyzji, aby ją zaskarżyć. Za drwinę ze mnie i kpinę z praworządności uważam sam fakt, że jego sprawę prowadzi poznańska prokuratura, dla której biegły Czesław Żaba pisze setki opinii. O jakiej bezstronności może tutaj być mowa? Dlaczego poznańscy prokuratorzy nie wyłączają się z tej sprawy? Dlaczego zakładają, że społeczeństwo to idioci, którzy niczego nie rozumieją?

Czesław Żaba do dnia dzisiejszego nie skontaktował się ze mną. Nie wytłumaczył się i nie przeprosił mnie. Zamiast tego wybrał drogę obrony siebie poprzez dalsze oskarżanie mnie.

Przebiegły Czesław Żaba bezwzględnie powinien ponieść odpowiedzialność karną za swój czyn. Nie rozumiem jak taka osoba może cieszyć się szacunkiem sędziów i być wpisana na listę biegłych sądowych. Stan na dzisiaj jest taki, że dzięki protekcji prokuratury Czesław Żaba nadal czerpie korzyści finansowe z tkwienia w tym zamkniętym układzie.

Monika Kokocińska, Prokurator Prokuratury Rejonowej Poznań Grunwald

Z prokurator Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald w Poznaniu Moniką Kokocińską mam ten problem, że nie wiem czy naprawdę istnieje. Nigdy jej nie spotkałem. Nigdy jej nawet z daleka nie widziałem. Zważywszy na fakt, że jest osobą, której niemalże udało się zniszczyć moje życie, zabrać mnie czwórce moich dzieci i wsadzić na 5 lat do więzienia,  muszę przyznać, że jest to dość niezwykłe. Moje wątpliwości odnośnie tego czy ona naprawdę istnieje potęguje fakt, że gdyby ktoś mi opisał jak ona działa jako prokurator, niechybnie odpowiedziałbym, że to niemożliwe; że w moim kraju nie ma takiego prokuratora. Może gdzieś w Rosji albo na Białorusi?

Poszlaką wskazującą na istnienie Moniki Kokocińskiej jest jednak fakt, że widnieje jako autorka niechlubnego aktu oskarżenia, w którym nie udało jej się nic. Nie udało jej się podać prawidłowo danych oskarżonego. Nie udało jej się podać prawidłowo danych rzekomej ofiary, która dla niej to po prostu „Andrzej”. Nie udało jej się prawidłowo ocenić wiarygodności świadków. Nie udało jej się dostrzec wzajemnej i wewnętrznej sprzeczności ich zeznań. Nie udało jej się uzyskać prawidłowej opinii biegłego. Nie udało się jej to wszystko mimo, że wprost jej o tych rzeczach pisałem na etapie postępowania przygotowawczego.

Monice Kokocińskiej nie udało się też wiele innych rzeczy. Nie udało jej się prawidłowo wyłączyć postępowania w sprawie fałszywego oskarżenia mnie. Nie udało jej się prawidłowo tego postępowania poprowadzić. Nie udało jej się zabezpieczyć dowodów. Nie udało jej się prawidłowo umorzyć to postępowanie. Nie udało jej się zawiadomić mnie o swojej decyzji o umorzeniu postępowania wszczętego na mój wniosek. A gdy już próbowała to wszystko naprawić, znowu jej się nie udało wysłać informacji o tym do mnie, a zamiast tego wysłała ją po raz kolejny „Andrzejowi”.

W końcu nie udało jej się wszcząć postępowania przeciwko „Andrzejowi” i ortopedzie nawet wówczas, gdy z takim wnioskiem wystąpił sąd. Sprawa ruszyła dopiero, gdy zajął się nią inny prokurator.

Myślę sobie, że Monika Kokocińska mogłaby być uznana po prostu za nieudaną prokurator. To jednak mogłaby być ocena na wyrost. Bowiem wszystko co jej się nie udało było wyłącznie na moją niekorzyść. „Andrzej” miał więcej szczęścia, jego argumenty do niej trafiały, coś tam dla niego majstrowała, więc coś tam Monika Kokocińska jednak potrafi. I może to jest źródłem jej sukcesu? Może po prostu działa jak trzeba, z misją? Wszystko dobrze by się dla niej skończyło, gdyby „Andrzej” i ortopeda nie spieprzyli, gdyby nie byli zbyt pewni siebie, gdyby zrobili jakiekolwiek zdjęcie RTG. Wtedy Monika Kokocińska odnotowałaby sukces: poszedłbym niechybnie siedzieć. Następnym razem się poprawi…

Albo to wszystko to tylko żart, bo Monika Kokocińska tak naprawdę nie istnieje. Bo gdyby istniała, to pewnie zainicjowano by wobec niej jakieś postępowanie, co najmniej dyscyplinarne. Nic takiego się nie dzieje, więc pewnie nie ma takiej prokurator. Już tak bez żartów: oczekiwałbym, że jakaś wewnętrzna komórka prokuratury sprawdzi jednak czy i ewentualnie jakie więzi bądź relacje łączą/łączyły Monikę Kokocińską z oskarżającą mnie, a dzisiaj samą siedzącą na ławie oskarżonych osobą, której Monika Kokocińska bezprawnie przekazywała informacje z prowadzonego postępowania i którą ochraniała przed odpowiedzialnością karną za fałszywe oskarżenie. Także wówczas, gdy jej ścigania żądał już sam sąd. Wyjaśnienia wymaga również sprawa zdjęć obrażeń, które zniknęły z akt śledztwa.

Szczerze przeraża mnie, że mimo tych wszystkich nieprawidłowości Monika Kokocińska była naprawdę bliska zamknięcia tej sprawy swoim sukcesem czyli skazaniem mnie. Najprawdopodobniej wystarczyłoby, abym miał trochę mniej szczęścię przy losoawaniu sędziego. Gdyby ta sprawa trafiła do sędzi Darii Kamińskiej-Grzelak już byłoby po mnie. Skoro już o niej mowa…

Daria Kamińska-Grzelak, Sędzia Sądu Rejonowego Poznań Grunwald i Jeżyce

Jest ktoś, dla kogo machlojki prokurator Moniki Kokocińskiej coś jednak znaczą. Ba! Są nawet ważniejsze od źródeł prawa. To kolejna dama na scenie: sędzia Sądu Rejonowego Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu Daria Kamińska-Grzelak.

Z powodu skrajnej nieuczciwości Darii Kamińskiej-Grzelak, prymitywny zabieg sprawcy napaści w postaci wystąpienia przez niego z fałszywym oskarżeniem wobec ofiary odniósł zamierzony skutek. Stało się tak wbrew ewidentnym dowodom, które zostały po prostu kłamliwie zinterpretowane i fałszywie zrelacjonowane w uzasadnieniu wyroku. Taką postawę Darii Kamińskiej-Grzelak można byłoby określić słowami, że stomatolog zrobił z pani sędzi … Wróć! … zrobił panią sędzię w konia. Ale to nie byłaby prawda. Sędzia Daria Kamińska-Grzelak działała z premedytacją.

Daria Kamińska-Grzelak dopuściła się ordynarnego oszustwa sądowego, a poprzez to znieważyła sąd. Jej motywacja, którą zapewne było „dokopanie” Temu Który Pobił Lekarza, nie stanowi tutaj żadnego usprawiedliwienia. To, że za swój czyn Daria Kamińska-Grzelak powinna ponieść odpowiedzialność karną jest tak oczywiste jak to, że jej nie poniesie.

Oto ponownie nagranie z napaści na mnie zarejestrowane 1 września 2022:

A oto co Daria Kamińska-Grzelak „widzi” na tym nagraniu:

„Waldemar Sokołowski zaczął nagrywać całą sytuację. Nie nagrywał jednak ewentualnego wyjazdu [elektryka] z miejsca parkingowego, ale filmował postać [stomatologa] bez jego zgody. Na tymże nagraniu [stomatolog] nie zachowuje się w sposób agresywny, z jego zachowania wynika jednak, że nie życzy sobie nagrywania, podchodzi do Waldemara Sokołowskiego, aby wytrącić mu telefon i wtedy nagranie się urywa. Z powyższego wynika wprost, że [stomatolog] nie działał z zamiarem naruszenia nietykalności cielesnej Waldemara Sokołowskiego. Jego zachowanie było ukierunkowane na uniemożliwienie Waldemarowi Sokołowskiemu dalszego nagrywania jego osoby.”

„Dodatkowo Sąd zauważa, że w orzecznictwie Sądu Najwyższego wyrażony został pogląd, że nie stanowi naruszenia nietykalności cielesnej sytuacja, w której do dotknięcia osoby pokrzywdzonego dochodzi bez nakierowanej na to intencji, a jedynie przy okazji działania motywowanego potrzebą ochrony swojej prywatności przez oskarżonego, tj. zasłonięcia obiektywu aparatu fotograficznego, którym pokrzywdzony filmuje oskarżonego.”

Daria Kamińska-Grzelak oparła się w swoim wyroku na zeznaniach elektryka: „Zeznania świadka Sąd uznał za wiarygodne w całości. Korespondowały one z uznanymi za wiarygodne zeznaniami pozostałych świadków, dowodami z dokumentów i nagraniem na płycie CD. Zeznania świadka były wyjątkowo cenne, albowiem był on naocznym świadkiem zdarzenia 1 września 2022. Zeznawał on w sposób spontaniczny, ale jednocześnie wyważony, starając się przedstawić okoliczności zdarzenia w sposób obiektywny.” Tutaj muszę dodać parę słów od siebie. Odnośnie samego zdarzenie było jeszcze dwóch świadków: stomatolog i ja. Stomatolog odmówił składania zeznań, a moje zeznania, co oczywiste, nie korespondowały z zeznaniami elektryka. Zresztą sąd uznał moje zeznania za niewiarygodne więc słabo by było gdyby korespondowały z zeznaniami „wiarygodnymi”. To kolejne nieudolne kłamstwo Darii Kamińskiej-Grzelak. Taka tam bezmyślnie użyta formułka-zaklęcie, dla podparcia wyroku.

Oto jak ów „wiarygodny” elektryk relacjonuje to co widać na powyższym nagraniu: „Waldemar Sokołowski był zdenerwowany. Zaczął natarczywie nagrywać [stomatologa], trzymając swój telefon komórkowy pół metra przed jego twarzą. [Stomatolog] podszedł do Waldemar Sokołowskiego i starał się wytrącić mu telefon z ręki, skutkiem czego między mężczyznami doszło do szarpaniny.”

Odnośnie moich zeznań Daria Kamińska-Grzelak „dała im wiarę” w punkcie, w którym rzekomo zeznałem, iż „[stomatolog] starał się wytrącić mu [czyli mi] telefon z ręki, co finalnie uczynił.” Nigdy nie przedstawiłem takiej wersji zdarzeń. To kolejne kłamstwo Darii Kamińskiej-Grzelak. Dużo groźniejsze niż poprzednie, bo kluczowe dla mojej linii obrony w sprawie wytoczonej mi przez prokurator. Fakt, że stomatolog odebrał mi telefon i nie chciał go oddać, był powodem mojej interwencji zmierzającej do jego odzyskania, w wyniku czego doszło do szamotaniny. Twierdzenie, że zaatakowałem stomatologa bez powodu, to znaczy w chwili gdy nie posiadał mojego telefonu, to potencjalnie bardzo groźna i mocno mnie obciążająca teza. Daria Kamińska-Grzelak przekracza w tym punkcie granicę „zwykłego” oszustwa sądowego i dokłada swoje trzy grosze do fałszywego oskarżenia z którym się zmagam w drugiej ze spraw. Jej wyrok przedłożony zostanie przez stomatologa jako dowód w sprawie, w której byłem oskarżony. Warto tutaj przytoczyć zeznania samego stomatologa złożone na Policji w dniu 2 września 2022, do których Daria Kamińska-Grzelak uzyskała dostęp wypożyczając akta sprawy, w której byłem oskarżony: „W pewnym momencie sąsiad stanął naprzeciw mnie, tzn. prawie jak twarzą w twarz, zaczął nagrywać mnie trzymając telefon blisko mojej twarzy, ja chwyciłem wtedy jego telefon i przez chwilę trzymałem go w swojej prawej ręce. Sąsiad widząc to rzucił się na mnie z rękoma, chciał mnie przewrócić, nie wiem co on chciał mi zrobić, ale chyba krzywdę. Ja nic mu nie zrobiłem, nie uderzyłem go, ja tylko stałem i trzymałem jego telefon, aby nie upadł na ziemię. Po chwili cofnąłem się i oddałem mu jego telefon.” Mimo tego, Daria Kamińska-Grzelak „dała mi wiarę”, że bezpodstawnie zaatakowałem stomatologa.

„Wyważony” elektryk podczas pierwszego przesłuchania na Policji w dniu 10 października 2022 relacjonuje te same wydarzenie w następujący sposób: „Mężczyzna zaczął wymachiwać telefonem i nagrywać [stomatologa] z bliskiej odległości przez cały czas wykrzykując, że my tu robimy co chcemy. To filmowanie było bardzo prowokacyjne”. „Ja stałem bokiem i widziałem, że [stomatolog] odsunął rękę tego mężczyzny z telefonem, telefon wtedy upadł”. „Ja nie widziałem aby [stomatolog] wyrwał mu ten telefon tylko widziałem jak on upadł na ziemię. W tym momencie ten mężczyzna rzucił się z rękami na [stomatologa], chwycił go za rękę i ramię  w wyniku czego [stomatolog] upadł na ziemię, po czym na tej ziemi ten mężczyzna jeszcze nadal szarpał [stomatologa]”; „[stomatolog] miał na sobie kitel lekarski on go za niego ciągnął szarpiąc go po ziemi”;  „Na pytanie adwokata czy [stomatolog] w jakikolwiek sposób zareagował na agresywne zachowanie tego mężczyzny – [stomatolog] w żaden sposób nie zareagował, został powalony na ziemię, leżał na ziemi i próbował się chronić

„Wiarygodny” dla Darii Kamińskiej-Grzelak elektryk podczas drugiego przesłuchania na Policji w dniu 1 marca 2023 składa w mojej obecności następujące zeznania: nie zeznałem, że [stomatolog] leżał na ziemi i próbował się chronić, dla mnie pozycja obronna skulona nie jest pozycją stojącą, leżąc niżej próbował się podnosić”; „nie była to pozycja leżąca na wznak, ale musiałem uważać aby nie nadepnąć [stomatologa]”; „leżał w pozycji bocznej wykręconej, brzuchem do dołu”; „to była pozycja skulona obronna, nie leżał na płasko, to była pozycja półleżąca na ziemi”; „jak Pan poprosił o zwrot [telefonu]to nie zauważył, że telefon leży na ziemi”.

Na marginesie odnotujmy, że podczas tego samego przesłuchania stomatolog zeznaje już: „nie pamiętam czy mnie Pan Waldemar wywrócił”.

Gdy już zakończyłem katować stomatologa, podniosłem z ziemi telefon i jak każdy zbój zwykł to czynić, udokumentowałem swoją zbrodnię:

W celu ustalenia co widać na drugim z nagrań, dokonanym 64 sekundy po napaści na mnie, oddajmy głos elektrykowi: „Czy może Pan opisać moje zachowanie po zdarzeniu świadek zeznaje – nie uległo zmianie tylko Pan Sokołowski nie filmował nas”

Zapewne dlatego „wyważony” i „wiarygodny” elektryk pozwala sobie na dość dokładny opis obrażeń jaki „widzi” u stomatologa po zajściu: „Pan Andrzej wstał z ziemi, ja pomogłem mu się ogarnąć. Widziałem, że ręka którą szarpał ten mężczyzna miała zadrapania i była zasiniona. Oglądaliśmy wielokrotnie rękę, to była prawa ręka patrząc czy nie jest złamana”; „kitel był rozdarty na rękawie, wzdłuż szwu”.

Z tym, że na nagraniu nic takiego nie widać. Jest za to opinia biegłego stwierdzające ciężkie pobicie stomatologa i zarzuty prokuratorskie.

Dlatego Daria Kamińska-Grzelak uzupełnia zeznania elektryka swoimi ustaleniami: „ze zgormadzonego materiału dowodowego wynika, że celem [stomatologa] było jedynie uniemożliwienie filmowania. Brak także podstaw do uznania za wiarygodne twierdzeń [Waldemara Sokołowskiego], iż w wyniku zdarzenia oskarżony miał nie doznać żadnych obrażeń. Przedstawione przez pokrzywdzonego nagranie na tę okoliczność nie może stanowić dowodu tejże okoliczności z uwagi na sposób jego sporządzenia.”

„Za zgodne z prawdą Sąd uznał zeznania świadka [fizjoterapeutki]. Potwierdziła ona zadrapania, które wystąpiły u Waldemara Sokołowskiego. Zeznania te nie miały jednak większego znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy”. No pewnie. Bo i czemu? Kto to widział chronić zbója?

A więc apelacja.

Sławomir Olejnik, Sędzia Sądu Okręgowego w Poznaniu

Sławomirowi Olejnikowi, który z jakiegoś nieznanego mi powodu pełni funkcję sędziego w sądzie odwoławczym, dedykuję aforyzm, który robi w internecie furorę jako rzekomy cytat autorstwa Marka Twaina, którym w rzeczywistości nie jest, a mianowicie, iż „żadna ilość dowodów nigdy nie przekona idioty”.

Rozpatrując apelację Sławomir Olejnik dysponował nie tylko tym samym materiałem dowodowym co sąd rejonowy, ale otrzymał jeszcze w apelacji wyczerpujące, czarno na białym wskazanie błędów popełnionych przez Darię Kamińską-Grzelak odnośnie faktycznych okoliczności zajścia oraz – dodatkowo – przypadkowo wykonane podczas szamotaniny nagranie, na którym uwidoczniono uczestniczącego w napaści na mnie elektryka, a tym samym obnażające kłamstwo Darii Kamińskiej-Grzelak jakobym sam przyznał, że napadłem bez powodu na nieposiadającego mojego telefonu stomatologa. Nagranie to utrzymywałem do tej pory w tajemnicy z uwagi na toczącą się przeciwko mnie sprawę karną wytoczoną przez prokurator Monikę Kokocińską.

Tutaj Sławomir Olejnik nie miał jakiegoś mądrego wytłumaczenia, więc ten dowód po prostu uznał za nieprzydatny. Sławomir Olejnik zapewe spodziewał się w tym miejscu pełnometrażowego filmu z dubbingiem kręconego z trzech rozstawionych wkoło kamer. Dzięki temu mógł napisać, że „Sąd Okręgowy po dokonaniu analizy stanu faktycznego sprawy, podzielił ustalenia Sądu Rejonowego i przyjął je za własne”. Zatem prawomocnie już sądy uznały, że to ja napadłem na nieposiadającego mojego telefonu stomatologa. Przypomnijmy zatem jeszcze raz kluczowe dowody w postaci dwóch nagrań dokumentujących napaść na mnie i zachowanie sprawcy, po odzyskaniu przeze mnie telefonu, wraz z komentarzem zawartym w uzasadnieniu oszustwa sądowego Sławomira Olejnika:

„Skarżący w żaden sposób nie zdołał skutecznie postawić zarzutu obrazy wskazanych wyżej przepisów procedury karnej. Zgromadzony w sprawie rzetelny materiał dowodowy w sposób niewątpliwy wykazał, iż oskarżony [stomatolog] nie działał z zamiarem naruszenia nietykalności cielesnej Waldemara Sokołowskiego. Bowiem jego zachowanie było ukierunkowane na uniemożliwienie Waldemarowi Sokołowskiemu dalszego nagrywania jego osoby. Tym samym trafnie Sąd Rejonowy uniewinnił oskarżonego.”

„W świetle zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego nie sposób uznać za wiarygodne zeznania Waldemara Sokołowskiego w zakresie jakim przedstawił [stomatologa] jako osobę agresywną, a także w części, w której zaprzeczał by nagrywał [stomatologa] wskazując, że rejestrował telefonem próbę przeparkowania samochodu przez [elektryka]”.

„Należy przy tym zauważyć iż wbrew twierdzeniom oskarżyciela – nagranie wykonane przez niego wcale nie potwierdza jego wersji. Z rzeczonego nagrania bowiem wbrew wskazaniom apelującego, wprost wynika, że oskarżyciel nagrywał [stomatologa], który sobie tego nie życzył o czym poinformował Waldemara Sokołowskiego, który w istocie nie reagował na jego prośby zaprzestania nagrywania”.

Tutaj i owszem, Sławomir Olejnik ma rację. Stomatolog, po tym jak najpierw wyraził zgodę na nagrywanie siebie, po chwili oznajmił, że nie życzy sobie nagrywania. Z tym, że wówczas ja nagrywałem już zachowanie osoby, która przed chwilą na mnie napadła:

Sławomir Olejnik występuje w tej soprawie w niechlubnej roli orwellowskiego bohatera z powieści „1984”: „PARTIA NAKAZAŁA CI ODRZUCIĆ DOWODY Z TWOICH OCZU I USZU. TO BYŁ ICH OSTATECZNY, NAJWAŻNIEJSZY ROZKAZ”. Jak taka osoba może pełnić funkcję sędziego?? Do tego w sądzie odwoławczym!? Nie ma tutaj jednak żadnego zdziwienia. Podobnie jak Daria Kamińska-Grzelak, Sławomir Olejnik działa z zimną premedytacją.

Otóż w uzasadnieniu swojego oszustwa sądowego Sławomir Olejnik wyjaśnia, iż „analizowane zdarzenie z dnia 1 września 2022 r. jest przedmiotem również innej sprawy, w której to oskarżony jest pokrzywdzonym, zaś oskarżyciel prywatny – oskarżonym.” Sławomir Olejnik dołącza tutaj do dwuosobowego gangu tępiącego Tego Który Pobił Lekarza, depcząc podstawowe zasady uczciwego postępowania sądowego. Po pierwsze, zasadę domniemania niewinności, która nie pozwala na takie insynuacje. Po drugie, całkowicie lekceważąc podstawowe zasady logiki, albowiem napaść na mnie i ewentualna późniejsza moja reakcja, to dwa różne zdarzenia. Sławomir Olejnik powołany był do rozstrzygnięcia czy wolno napadać na człowieka. Otóż nie wolno. Nie wolno bez względu na to co ten człowiek potem zrobi. Może bowiem zrobić różne rzeczy. Może uciec. Może się rozpłakać. Może się bronić. Może, w końcu – tak jaj ja – nagrać sprawcę napaści. Bez względu na to co zrobi napadnięty człowiek po napaści, nie wolno na niego wcześniej napadać. Tego i tylko tego dotyczył mój prywatny akt oskarżenia i tego dotyczą oszustwa sądowe Darii Kamińskiej-Grzelak i Sławomira Olejnika znajdujące się pod ochroną pracowników Sądu Najwyższego zbierających się w tej sprawie w jakiejś trzyosobowej nieformalnej grupie wsparcia dla bezprawia. To co było później nie może być przyczyną tego co wydarzyło się wcześniej! To podstawowa zasada logicznego rozumowania i absolutna podwalina funkcjonowania nie tylko wymiaru sprawiedliwości, ale całego wszechświata. No może za wyjątkiem tej quasi sądowej piątki, bowiem jak pisze Sławomir Olejnik w swoim sądowym oszustwie „Wbrew wskazaniom apelanta, ocena materiału dowodowego przez Sąd I instancji została dokonana z uwzględnieniem reguł […], jest oceną wszechstronną i bezstronną, nie narusza granic oceny swobodnej, jest zgodna z zasadami wiedzy i doświadczeniem życiowym oraz nie zawiera błędów faktycznych lub logicznych”. Taka pusta jak wielkanocne pisanki formułka-zaklęcie, która w każdym wyroku być musi nadając mu pozory powagi i mądrości sędziego, który w tym przypadku okazał się być zwykłym oszustem.

Swoje oszustwo sądowe Sławomir Olejnik konkluduje słowami „W sprawie nie wystąpiły żadne alternatywne wersje zdarzenia, które starał się przedstawić apelujący – podejmując kolejną nieudolną próbę wykazania rzekomego agresywnego zachowania oskarżonego oraz nagrywania przez oskarżyciela prywatnego jedynie próby przeparkowania samochodu przez [elektryka], nie zaś oskarżonego.”

W tym miejscu oddajmy więc głos sędziemu Mateuszowi Kosmowskiemu, który – jako jedyny w tym gronie – był powołany do ustalenia mojej odpowiedzialności za rzekome ciężkie pobicie stomatologa, które Sławomir Olejnik i Daria Kamińska-Grzelak, wbrew zasadzie domniemania niewinności,  przyjęli za pewnik:

„Sąd dał wiarę wyjaśnieniom [Waldemara Sokołowskiego], albowiem wyjaśnienia te były jasne, spójne i logiczne, a przede wszystkim korespondowały z pozostałym materiałem dowodowym.”

„Nie dało się nie dostrzec, że [elektryk] sprzyjał [stomatologowi] i sytuację opisywał posługując się słownictwem, które miało obciążyć [Waldemara Sokołowskiego] i wybielić [stomatologa]. Co więcej, opis zdarzeń formułowany przez [elektryka] odbiega od tego przedstawionego tak przez [Waldemara Sokołowskiego], jak i [stomatologa]. [Waldemar Sokołowski] i [stomatolog] wskazali, że to [stomatolog] zabrał telefon [Waldemara Sokołowskiego], co sprowokowało [Waldemara Sokołowskiego] do odebrania telefonu, co stało się początkiem szamotaniny. Tymczasem [elektryk] wskazał, że telefon upadł, co miało rozjuszyć [Waldemara Sokołowskiego], który wówczas miał zaatakować [stomatologa]. Taki przebieg zdarzenia nie znajduje potwierdzenia w pozostałym materiale dowodowym.”

„Sąd natomiast nie dał wiary [stomatologowi] w zakresie, w jakim podawał on, że był po tym zdarzeniu na badaniu RTG, albowiem ustalono, że [stomatolog] nie odbył tego badania w czasie i miejscu przez niego zadeklarowanym.”

„[Stomatolog] dokonał bezprawnego (choć krótkotrwałego) zaboru telefonu komórkowego [Waldemara Sokołowskiego], a wolą oskarżonego było jego odzyskanie. Podkreślenia wymaga, iż nagrywanie przez oskarżonego przebiegu scysji sąsiedzkiej nie stanowi czynu zabronionego – mógł to robić, a dla własnego bezpieczeństwa i możliwości późniejszego dowodzenia przebiegu sprzeczki nagrywanie jej było wręcz celowe.” „Pozostałe wątki, w tym te poruszone w przywołanym piśmie obrońcy [Waldemara Sokołowskiego], stać się mogą przedmiotem zainteresowania Prokuratury w odrębnym postępowaniu. Z tych też powodów Sąd nie przyznał przymiotu wiarygodności dokumentacji medycznej[…]”

Tyle pozostałoby z oszustwa sądowego Darii Kamińskiej-Grzelak i Sławomira Olejnika gdyby nie Sąd Najwyższy…

Sąd Najwyższy oddaje sprawę w łapy uzurpatorów

Chociaż Daria Kamińska-Grzelak i Sławomir Olejnik bardzo nisko ustawili poprzeczkę Sądowi Najwyższemu, to i tak udało się mu ją strącić. Do trzyosobowego składu orzekającego powołano dwóch neosędziów (Pawła Kołodziejskiego i Stanisława Stankiewicza). Jak nazwać Dariusza Kalę, trzeciego członka takiego nielegalnego zgrupowania udającego sąd? Sędzią? Wspólnikiem? Nie chce mi się tego dalej rozwijać. Niech każdy sam to oceni.

Ze swojej strony poprosiłem sam Sąd Najwyższy o taką ocenę. SSN Zbigniew Puszkarski odpowiedział mi w imieniu Sądu Najwyższego, że jak się dałem mu oszukać, to tylko mój problem.

Zatem w obrocie prawnym Rzeczypospolitej Polskiej pozostaje prawomocny wyrok Sądu Najwyższego o sygnaturze akt I KK 229/24 zezwalający na bezkarne napadanie na człowieka tylko dlatego, że po napaści ośmielił się nagrać napastnika. Wyrok, który potwierdza, że w polskich sądach czas biegnie wstecz, a my wszyscy stajemy się z czasem coraz młodsi. Dlaczego? Bo tak sędziom i udającym sędziów pracownikom sądów podpowiada doświadczenie życiowe i zasady logicznego rozumowania. Na wszelki wypadek, aby uniknąć całkowitej śmieszności, troje pracowników Sądu Najwyższego postanowiło zaniechać pisemnego uzasadnienia swojej opinii. A szkoda, bo to byłoby coś!

Podstawą rozmowy dwojga normalnych ludzi jest istnienie chociażby minimalnego obszaru wspólnie postrzeganej rzeczywistości. To punkt wyjścia do budowania komunikacji, znajdowania rozwiązań i dochodzenia do jakichś akceptowalnych dla stron wniosków. Jeśli jedna osoba widzi las, a drugi tramwaj pojechał w prawo to znaczy, że ktoś zwariował. Kto? Oceńcie sami. Ja nie znalazłem wspólnej płaszczyzny postrzegania rzeczywistości z Darią Kamińską-Grzelak, Sławomirem Olejnikiem, Pawłem Kołodziejskim, Stanisławem Stankiewiczem i Dariuszem Kalą. Ich oczy nie widzą tego co moje. Ich uszy nie słyszą tego co moje. Czas dla nich płynie w drugą stronę niż dla mnie. Statystycznie rzecz biorąc, wychodzi na to, że wariatem jestem ja. Jeśli jednak to nie ja, to znaczy – parafrazując Stefana Kisielewskiego – że nie tylko już jesteśmy w dupie, ale zaczęliśmy się w niej urządzać.

Śpiący Rzecznik

2 kwietnia 2024 roku o absolutnie bezprawnym działaniu Darii Kamińskiej-Grzelak oraz Sławomira Olejnika poinformowałem Rzecznika Praw Obywatelskich Marcina Wiącka, prosząc go o pomoc w wywiedzeniu kasacji.  W odpowiedzi dostałem informację od pracownicy jego Biura z wyjaśnieniem, że sądy są niezawisłe, a on nie może nic zrobić.

Zrobiło mi się go żal. Pomyślałem, że może powinniśmy powołać Rzecznika Praw Rzecznika?

Panie Rzeczniku!

Dobranoc.

Europejski Trybunał Praw Człowieka

Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał moje zarzuty chyba za zbyt nieprawdopodobne i uznał moją skargę za niedopuszczalną. Zamiast uzasadnienie podał tylko sygnaturę akt innej sprawy, w której Trybunał dopatrzył się próby dokonania zemsty sądowej. Wyszło na to, że wilczy bilet i tam działa. ETPCz postanowił nie przykładać ręki do skazania pobitego przeze mnie lekarza. Wiadomo. Prokurator ściga mnie za jego pobicie, to znaczy, że ja mszczę się oskarżając go o napaść. Gdyby było inaczej, to przecież jakiś wcześniejszy sąd by się połapał…

To orzeczenie kończy wątek sprawy z mojego prywatnego aktu oskarżenia.

Oczywiście – jestem rozczarowany Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Rozumiem jednak, że trudno w to wszystko uwierzyć. Na pocieszenie myślę sobie, że w sprawie Sokołowski przeciwko Polsce wygrała Polska. Tylko czy na pewno?

Pozostali sędziowie

Teraz chciałbym przedstawić trochę więcej informacji na temat tego jak procedowały sądy w sprawie, w której oskarżał mnie prokurator, a która ostatecznie zakończyła się prawomocnym umorzeniem postępowania przeciw mnie.

Pan Sędzia Sądu Rejonowego Poznań Grunwald i Jeżyce Mateusz Kosmowski

Jest nadzieja dla wymiaru sprawiedliwości. Są nią młodzi ludzie, tacy jak Pan Sędzia Mateusz Kosmowski, którzy dopiero zaczynają swoją karierę zawodową.

Pan Sędzia bardzo szybko zorientował się w sprawie. Okazał się być osobą nieugiętą i konsekwentną w dążeniu do ustalenia stanu faktycznego. Zawsze doskonale przygotowany do rozprawy. Uważnie protokołujący przebieg rozpraw. Spokojny, kulturalny i zrównoważony. Gdyby nie dość niekomfortowe dla mnie okoliczności, aż z przyjemnością chodziłoby się na rozprawy.

Mam jednak żal do Pana Sędziego o to jaki wydał werdykt. Mam żal, bo chociaż wiedział, że jestem niewinny, zdecydował sprawę przeciwko mnie tylko umorzyć. Wiedział, iż jestem niewinny, bo sam to powiedział po ogłoszeniu wyroku. Wypowiedział wówczas słowa, które winien był zawrzeć w wyroku: „najważniejsze, że w tej sprawie nie doszło do skazania niewinnej osoby”.

Dlaczego tego nie zrobił? Staram się Go zrozumieć i usprawiedliwić. Widzę młodego, zdolnego i uczciwego człowiek wkraczającego do środowiska ludzi już władzą zdeprawowanych. Wyrok musi wydać w sytuacji, gdy starsza koleżanka i kolega prawomocnie uznali mnie za osobę całkowicie niewiarygodną, w kuriozalny sposób oceniając ten sam materiał dowodowy. To od oceny osób takich jak oni zależeć będzie Jego dalsza kariera zawodowa. Widzę odważnego człowieka, który znalazł się między młotem ustalonej przez siebie prawdy, a tępym kowadłem bzdurnych wyroków wydanych przez „starszyznę”. Uznać mnie za niewinnego, to jak wprost powiedzieć im, że nie czekając na jego wyrok naruszyli zasadę domniemania niewinności. Pokłonić się ich bzdurnym wyrokom, to sprzeniewierzyć się ideałom, dla których zapewne wybrał taki zawód. Widzę odpowiedzialnego człowieka, który szuka kompromisu. Za taki uważa wydanie wyroku, który z jednej strony uznaje mnie w jakimś stopniu za winnego, ale z drugiej strony nie wymierza mi kary.

Pan Sędzia niestety popełnia duży błąd. Wyrok, który chce aby był salomonowy, opiera na fałszywym dowodzie w postaci opinii Czesława Żaby. Jedynym dowodzie jaki pozostał po ustaleniu braku wiarygodności zeznań stomatologa i elektryka. Być może Pan Sędzia nie zauważa swojego błędu. Być może brakuje mu, jako młodemu sędziemu, zdecydowania aby zakwestionować opinię guru. Nie wie wówczas, że Czesław Żaba zataił przed nim swoją zażyłą znajomość z ortopedą. I bez tej wiedzy nie można mieć jednak najmniejszej wątpliwości, że żadnemu sądowi nie wolno uznać za bezstronnego biegłego, który swoją fałszywą opinią doprowadził do fałszywego oskarżenia, a to właśnie pan Sędzia ustalił. Przyznając się przed sądem do wystawienia fałszywej opinii będącej podstawą fałszywego oskarżenie mnie, biegły Czesław Żaba automatycznie postawił się w sytuacji konfliktu interesów ze mną. Jeśli naprawdę kolejne sądy tego nie widzą, to widzę to ja. Do dnia dzisiejszego Czesław Żaba broni się przed odpowiedzialnością karną opowiadając dyrdymały jakie to obrażenia widział u stomatologa podczas niezarejestrowanej wizyty w dniu 2 września 2022 roku. Dodam tylko na koniec, że sądy miały  bezwzględny obowiązek interpretowania wszystkich wątpliwości na moją korzyść. Zamiast tego do końca wierzyły skompromitowanemu biegłemu. Tylko dlatego, że był to sam Czesław Żaba.

Mimo wszystko życzę Panu Sędziemu Mateuszowi Kosmowskiemu pięknej drogi zawodowej, bo głęboko wierzę, że choć pozbawiony dobrego przykładu swoich starszych kolegów i koleżanek, ma wszystko co potrzeba, aby stawać się coraz lepszym sędzią. Dziękuję losowi, że na mojej drodze postawił Sędziego Mateusza Kosmowskiego. Gdyby ta sprawa trafiła do Darii Kamińskiej-Grzelak, to z jej nonszalanckim podejściem do swoich obowiązków niechybnie kończyłbym właśnie odsiadkę.

Jerzy Hławiczka, sędzia delegowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu

Żadnej wyrozumiałości nie mam natomiast dla delegowanego do sądu odwoławczego sędziego Jerzego Hławiczki. Podobnie jak Sławomir Olejnik w poprzedniej sprawie, sędzia Jerzy Hławiczka dysponował nie tylko zebranym materiałem dowodowym i wnioskami sądu I instancji, ale także konkretnymi zarzutami sformułowanymi w apelacji i mowie końcowej. Mimo tego, zamiast  odrzucić ewidentnie skompromitowany dowód w postaci opinii biegłego Czesława Żaby, sędzia Jerzy Hławiczka zmusił mnie do wysłuchania w ustnym uzasadnieniu wyroku peanów na cześć Czesława Żaby. Żenujący i uwłaczający mojej godności spektakl arogancji władzy sądowniczej. W pisemnym uzasadnieniu wyroku podtrzymującym umorzenie sędzia Jerzy Hławiczka poszedł jeszcze dalej. Każdą wątpliwość jaką sąd winien mieć w tej sprawie zinterpretował na moją niekorzyść jako oskarżonego.

Zatem stomatolog chciał mi oddać i z pewnością oddałby mi telefon. Z pewnoscią z nienaruszoną zawartością. Głupi ja, że zabrakło mi wiary w ludzką dobroć. I nic to, że na zabranym telefonie był dowód napaści na mnie!

Siniaki u stomatologa nie mogły powstać na skutek samookaleczenia. Bo nie. I nic to, że stomatolog posunął się do fałszowania dokumentacji medycznej, co od absolwenta medycyny wymaga dużo większej determinacji, trudu i złej woli aniżeli bezbolesne wywołanie sobie siniaka czy zadrapania.

Siniaki nie powstały także na skutek przyłączenie się elektryka do szamotaniny. Jerzy Hławiczka dokładnie wie, jak powstało każde jedno zadrapanie oraz siniak u stomatologa i że ich sprawcą jestem ja, a nie niezmiernie delikatnie interweniujący elektryk. Wie ale nie powie. Bo nie. 

Siniaki i zadrapania u mnie są ok (stomatolog został uniewinniony), ale u napastnika to przekroczenie granic samoobrony. Bo tak.

Na nagraniach wprawdzie nie widać obrażeń stomatologa, ale mogły być. Skoro ich nie widać, to wina złego nagrywania czyli tego kto je robił, czyli moja. Bo tak.

Zeznania policjantki, która była na miejscu zdarzenia są nieistotne. Bo tak.

Mam nadzieję, że sędzia Jerzy Hławiczka nigdy nie awansuje na stałe do sądu odwoławczego, bo najzwyczajniej w świecie nie ma ku temu kompetencji.

Wyrok, jako że jest umorzeniem postępowania, nie podlega kasacji w Sądzie Najwyższym.

Za te wyroki kazano mi, jako fałszywie oskarżonemu, zapłacić 70 zł. Stomatolog musiał zapłacić 130 zł. Podobno koń pod Sądem Okręgowym w Poznaniu zdechł ze śmiechu. A nie! Wróć! On zdechnie dopiero za chwilę, po tym gdy dowie się, że poszkodowanym w sprawie fałszywego oskarżenia mnie nie jestem ja, ale … fałszywie oskarżający mnie wymiar sprawiedliwości. Tak, tak… Tak stanowi polskie prawo…

Epilog

10 minut.

Tyle potrzebował interweniujący na miejscu patrol dwojga nieumundurowanych policjantów, aby przy pomocy oczu, uszy i zdrowego rozsądku, prawidłowo rozpoznać i rozstrzygnąć sprawę sprzeczki o miejsce parkingowe podczas której chociaż zostałem napadnięty, to nikt nie ucierpiał.

Na wszelki wypadek sądy postanowiły nie brać tej opinii funkcjonariuszy policji pod uwagę.

Zamiast tego wymiar sprawiedliwości zmaga się z tą sprawą czwarty rok marnotrawiąc środki publiczne, czas organów ścigania i sądów. Dotychczas odbyły się cztery śledztwa oraz dwanaście rozpraw. Zapadło pięć wyroków. Wszystkie błędne. Choć ze wszystkich wymiar sprawiedliwośc jest zadowolony. Toczy się kolejne dochodzenie, zaplanowane są następne rozprawy, zapadną kolejne wyroki.

Napadniętego człowieka odarto z czci i godności. Postawiono go przed sądem gdzie przez dwa lata był fałszywie oskarżany. Prokurator do końca nie wycofała aktu oskarżenia, bo to popsułoby jej statystyki. Zadrwiono z konstytucyjnych praw człowieka jakimi są ochrona nietykalności osobistej oraz domniemanie niewinności.

Dlaczego?

Bo z uporem maniaka wymiar sprawiedliwości utrzymuje na liście biegłych sądowych nieuczciwego medyka.

Bo w prokuraturze zatrudniony jest nieuczciwy prokurator.

Bo w sądach wszystkich instancji na stanowiskach pozostają skrajnie niekompetentni i nieuczciwi sędziowie, których nagradza się za nieuczciwe wyroki.

Bo Sąd Najwyższy zajmuje się swoją wielkością tocząc w nieskończoność wewnętrzne spory, a nie rzeczywistą kontrolą jakości orzecznictwa podległych mu sądów powszechnych. Przy tej walce o stołki moja walka o miejsce parkingowe to błahostka.

To nikt inny jak sam wymiar sprawiedliwości generuje sobie samemu robotę, którą musi się potem sam zajmować. To nikt inny jak sędziowie znieważają piastowany przez siebie urząd.

I nic nie wskazuje na to, żeby wymiar sprawiedliwości chciałby z tym cokolwiek zrobić.

Jeśli człowiek nie potrafi podjąć w mgnieniu oka właściwej decyzji na skomplikowanej krzyżówce drogowej, ponosi odpowiedzialność. Jeśli człowiek nie potrafi poprawnie policzyć w gąszczu przepisów podatkowych należnej państwu daniny, ponosi odpowiedzialność. Jeśli trzech sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego nie potrafi zastosować najprostszej reguły prawnej jaką jest zasada domniemania niewinności, odpowiedzialność ponosi… człowiek.

Nieznajomość prawa szkodzi wszystkim oprócz sędziom. Taki stworzono nam wymiar sprawiedliwości.

Dlaczego w sprawie, w której występują znani poznańscy lekarze i stomatolodzy, prokurator i sędziowie mieszkający w tym mieście zachowują się tak nieuczciwie? Dlaczego zawodzi ich wzrok i słuch jakby byli funkcjonariuszami Wielkiego Brata, a nie sędziami Rzeczypospolitej Polskiej? Oczywiście chciałbym, aby odpowiednie służby sprawdziły czy jest to zwykłe lenistwo intelektualne przeplecione arogancją bezkarnej władzy, czy może jednak wystąpił tutaj jakiś skrywany konflikt interesów. Takie historie muszą być wyjaśniane do samego końca, a ewentualne winne osoby powinny być pociągnięte do odpowiedzialności. Tego wymaga wspólny interes wszystkich ludzi pragnących żyć w praworządnym państwie, w którym ludzie mają prawo ufać wymiarowi sprawiedliwości.

Cieszę się, że w końcu powstała ta strona. Jak wielki czuję kamień na sercu może pewnie zrozumieć tylko ktoś, kto sam został zdradzony przez własne państwo. Niczym dziecko ciekaw jestem czy ten ciężar spadnie mi teraz na nogi. Póki co czuję gorzką satysfakcję, że nie dałem się im złamać. Pokusa siedzenia cicho, pozostawienia tego za sobą była olbrzymia. „I did it my way”.

Dziękuję sędziemu Mateuszowi Kosmowskiemu za odwagę, niezależność i uczciwość.

Dziękuję adwokatowi Rafałowi Jaszczyszynowi za zaangażowanie i profesjonalne wsparcie.

Dziękuję redaktorowi Piotrowi Żytnickiemu z Gazety Wyborczej za nagłośnienie sprawy. Bez wolnych mediów sprawa spisku lekarskiego zostałaby zamieciona przez poznańską prokuraturę pod dywan, tak jak to obecnie robi z przestępstwem dokonanym przez biegłego Czesława Żabę.

Dziękuję mojej partnerce za niezłomną wiarę we mnie i wsparcie.

Dziękuję swoim dzieciakom za to, że są – dając siłę wstać rano z łóżka i wysoko podnieść głowę.

Waldemar Sokołowski

Poznań, 10 luty 2026

Kontakt


Waldemar Sokołowski
23 listopada 2022 dostaję wezwanie na policję w charakterze podejrzanego o ciężkie pobicie stomatologa (art. 157 § 1 k.k.)
Opowieść o tym jak członkowie poznańskiich elit (adwokaci, prokuratorzy, sędziowie i lekarze) pod osłoną Sądu Najwyższego zabawili się ludzką godnością, po czym w dobrych nastrojach wrócili do codziennych obowiązków.
Fałszywa dokumentacja medyczna na zamówienie? Znikające niewygodne dowody? Lewe wyroki? Ochrona bandziorów?
Proszę bardzo: https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc
Waldemar Sokołowski
23 listopada 2022 dostaję wezwanie na policję w charakterze podejrzanego o ciężkie pobicie stomatologa (art. 157 § 1 k.k.)
Opowieść o tym jak członkowie poznańskiich elit (adwokaci, prokuratorzy, sędziowie i lekarze) pod osłoną Sądu Najwyższego zabawili się ludzką godnością, po czym w dobrych nastrojach wrócili do codziennych obowiązków.
Fałszywa dokumentacja medyczna na zamówienie? Znikające niewygodne dowody? Lewe wyroki? Ochrona bandziorów?
Proszę bardzo: https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc